Dwóch znajomych postanowiło przejść na drugą stronę jeziora po zamarzniętej tafli. Jeden z nich w pewnym momencie zawrócił – drugi uparcie szedł dalej. Po kilkudziesięciu metrach lód nie wytrzymał.
„Miał ogromne szczęście, iż wszystko widział jego znajomy – to on natychmiast zadzwonił po pomoc” – mówi mł. bryg. Kamila Kozłowska, oficer prasowa Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gnieźnie.
Na miejsce błyskawicznie wysłano trzy zastępy straży pożarnej. Ratownicy wykorzystali sanie lodowe i w ciągu kilku minut dotarli do poszkodowanego. Mężczyzna był przytomny, choć wychłodzony i wyczerpany. Został wyciągnięty z wody, ocieplony kocami termicznymi i przekazany zespołowi ratownictwa medycznego.
„Na szczęście nie stracił przytomności i mógł współpracować z ratownikami. To uratowało mu życie” – dodaje rzeczniczka straży.
Incydent stał się kolejnym głośnym ostrzeżeniem przed wchodzeniem na lód w tym sezonie. Strażacy przypominają, iż na większości jezior w Wielkopolsce pokrywa lodowa ma w tej chwili zaledwie 5–10 cm grubości – to zdecydowanie za mało, by bezpiecznie utrzymać dorosłego człowieka. Tylko w ostatnich dwóch tygodniach w regionie odnotowano już kilka podobnych zdarzeń – na szczęście wszystkie zakończyły się szczęśliwie.
„Lód jest teraz bardzo kruchy i niestabilny. Wystarczy jedna szczelina, jeden cieńszy fragment i człowiek wpada do wody w kilka sekund. Apelujemy – nie ryzykujcie życia dla skrótu czy ciekawości” – mówi Kamila Kozłowska.
Mężczyzna trafił pod opiekę lekarzy z podejrzeniem wychłodzenia organizmu. Jego stan jest stabilny. Znajomy, który wezwał pomoc, nie odniósł obrażeń.
Gnieźnieńska straż pożarna zapowiada wzmożone patrole w weekendy przy popularnych akwenach – na wypadek kolejnych lekkomyślnych spacerów po lodzie.

1 godzina temu












