9 osób zginęło w katastrofie samolotu. Odrzutowiec runął na osiedle i eksplodował

1 godzina temu

Prywatny odrzutowiec Learjet 60 rozbił się w niedzielę, 1 listopada, w hrabstwie Palm Beach na Florydzie. Na pokładzie znajdowało się 9 osób, a według amerykańskiego sekretarza transportu Seana Duffy’ego żadna z nich nie przeżyła. Maszyna spadła w pobliżu domów mieszkalnych i ruchliwej drogi, pozostawiając ogromny krater. Śledczy ustalają, dlaczego samolot tak gwałtownie stracił wysokość.

Fot. Stephen Barnes. / Shutterstock.

Do katastrofy doszło około godziny 13:00 czasu lokalnego, czyli około 19:00 czasu polskiego. Samolot leciał z lotniska Austin-Bergstrom w Teksasie na Bahamy. Nie dotarł jednak do celu.

Zamiast tego maszyna runęła na ziemię w rejonie Military Trail i 10th Avenue North, niedaleko miejscowości Greenacres.

Samolot spadł obok domów. Chwilę później nastąpiła eksplozja

Dramatyczny moment katastrofy został zarejestrowany przez kamery samochodowe.

Na nagraniach widać odrzutowiec gwałtownie opadający w kierunku ziemi. Po uderzeniu następuje potężna eksplozja, a nad miejscem katastrofy unosi się gęsty, czarny dym.

Według agencji Associated Press samolot spadł w pobliżu ruchliwej drogi i zabudowań mieszkalnych.

Siła uderzenia była tak duża, iż w nawierzchni powstał rozległy krater.

Świadkowie opisywali płomienie, fragmenty zniszczonej nawierzchni i szczątki samolotu rozrzucone wokół miejsca katastrofy.

Maszyna spadła niebezpiecznie blisko przejeżdżających samochodów i okolicznych budynków.

9 osób na pokładzie. Amerykański minister potwierdził tragiczne informacje

Początkowo amerykańskie służby informowały jedynie o liczbie osób znajdujących się na pokładzie. Nie podawały natomiast bilansu ofiar.

Później głos zabrał Sean Duffy, sekretarz transportu Stanów Zjednoczonych.

Przekazał, iż wszystkie 9 osób znajdujących się w samolocie zginęło.

Tożsamość ofiar nie została jeszcze publicznie ujawniona.

Nie ma również pełnych, potwierdzonych informacji o ewentualnych poszkodowanych na ziemi.

W ciągu 1 minuty stracił około 8 kilometrów wysokości

Jednym z najbardziej niepokojących szczegółów katastrofy są dane dotyczące ostatnich chwil lotu.

Jak podała telewizja CNN, powołując się na dane serwisu ADS-B Exchange, odrzutowiec w ciągu około 1 minuty stracił 27 tys. stóp wysokości, czyli ponad 8 kilometrów.

Oznacza to wyjątkowo gwałtowne zniżanie.

Dane te nie pozwalają jednak samodzielnie ustalić, co doprowadziło do katastrofy.

Nie wiadomo, czy przyczyną był problem techniczny, utrata kontroli nad maszyną, warunki atmosferyczne czy inny czynnik.

Odpowiedzi na te pytania będą szukać amerykańscy śledczy.

Leciał na Bahamy. Maszyna miała 22 lata

Rozbity samolot to Learjet 60, dwusilnikowy odrzutowiec biznesowy wykorzystywany do lotów prywatnych.

Według informacji amerykańskiej telewizji ABC News maszyna miała około 22 lat.

Samolot wystartował z międzynarodowego lotniska Austin-Bergstrom w Teksasie. Jego celem było lotnisko North Eleuthera na Bahamach.

Federalna Administracja Lotnictwa USA (FAA) potwierdziła, iż na pokładzie znajdowało się 9 osób.

Nie podano dotąd szczegółowych informacji o pasażerach ani o celu ich podróży.

Katastrofa niedaleko miejsca pobytu Donalda Trumpa

Do wypadku doszło około 6,5 kilometra od lotniska w West Palm Beach, z którego korzysta między innymi prezydent Stanów Zjednoczonych.

Według CNN Donald Trump przebywał tego dnia w rejonie West Palm Beach, ale odleciał samolotem Air Force One ponad godzinę przed katastrofą.

Nie ma żadnych informacji wskazujących na związek wypadku z podróżą prezydenta.

Bliskość miejsca katastrofy do lotniska obsługującego loty prezydenckie jest wyłącznie okolicznością geograficzną.

Droga została zamknięta. Na miejscu pracowały służby

Po katastrofie biuro szeryfa hrabstwa Palm Beach poinformowało o zamknięciu obu kierunków ruchu na odcinku Military Trail między Cresthaven Boulevard a 10th Avenue North.

Na miejsce skierowano strażaków, ratowników medycznych i policjantów.

W rejonie katastrofy doszło również do przerw w dostawie energii elektrycznej. Według relacji cytowanej przez Associated Press jedna z osób pracujących w pobliżu informowała o około 2-godzinnej przerwie w zasilaniu.

Służby zabezpieczały miejsce zdarzenia i apelowały do kierowców o korzystanie z alternatywnych tras.

Śledczy zbadają ostatnie sekundy lotu

Przyczyny katastrofy mają ustalić Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) oraz Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB).

NTSB będzie kierować dochodzeniem.

Śledczy przeanalizują między innymi przebieg lotu, dane radarowe, informacje dotyczące stanu technicznego samolotu oraz warunki atmosferyczne.

Według amerykańskich mediów w rejonie katastrofy występowały przelotne burze. Nie oznacza to jednak, iż pogoda była przyczyną wypadku.

Na obecnym etapie nie ustalono oficjalnie, dlaczego Learjet 60 spadł na ziemię.

Katastrofa z 1 listopada jest jednym z najtragiczniejszych zdarzeń lotniczych odnotowanych tego dnia w Stanach Zjednoczonych. Władze potwierdziły śmierć 9 osób, a służby prowadzą działania mające wyjaśnić okoliczności tragedii.

Idź do oryginalnego materiału