Zamieszki w Belfaście nie należy postrzegać wyłącznie jako „rasistowski wybuch”, jak najchętniej opisałyby je liberalne media. Są one efektem konkretnego ataku nożem, konkretnego statusu migracyjnego podejrzanego oraz narastającego w Wielkiej Brytanii przekonania, iż państwo przestało kontrolować konsekwencje własnej polityki migracyjnej. To nie znaczy, iż podpalenia domów i ataki na przypadkowe rodziny można usprawiedliwić. Nie wolno jednak udawać, iż źródłem gniewu jest wyłącznie „dezinformacja”, „skrajna prawica” albo „mowa nienawiści”. Takie tłumaczenie jest politycznie wygodne, ale intelektualnie nieuczciwe.