O tym, skąd w Pniewie wzięła się Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza, czego uczy swoich członków, dlaczego dzieci z taką determinacją ćwiczą resuscytację i co znaczy być częścią strażackiej wspólnoty, rozmawiamy z Markiem Linką – strażakiem, wiceprezesem OSP Pniewo i założycielem Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Pniewie. W strażackiej wspólnocie potrzebni są ludzie tacy jak on, gotowi poświęcić swój czas, by przekazać młodszym coś, czego nie da się nauczyć z podręcznika – gotowości, by być dla drugiego człowieka wtedy, gdy najbardziej tego potrzebuje. Co powiedziałby Pan dzieciom i młodzieży, żeby zachęcić ich do dołączenia do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej w Pniewie?
Powiedziałbym, iż to przede wszystkim pewnego rodzaju przygoda i nauka przez zabawę.
Nie odebrałam dzisiejszego spotkania jako zabawy...
Bo to nie jest tylko spotkanie i praca według harmonogramu. Owszem, jest zabawa, jest śmiech, ale jest też nauka. To swego rodzaju otwarcie drogi do przyszłej kariery, do dalszej drogi, którą młodzi mogą podążać w życiu.
Skąd pomysł, żeby powołać taką drużynę? To tradycja Pniewa, a może przede wszystkim tradycja Pana rodziny? Wiem, iż Pana rodzina od zawsze była związana ze strażą i pomagała w jej budowie.
Mój dziadek budował remizę, w której teraz jesteśmy. Był wieloletnim prezesem OSP Pniewo. Później w straży działał mój tata, Mieczysław. W 1986 roku przyprowadził tutaj samochód pożarniczy typu Star. Ja od szóstego roku życia byłem przy tacie,












