Cały blok mógł wylecieć w powietrze. Lokator odkręcił gaz i sobie poszedł

2 godzin temu
45-letni Dariusz P. odowie przed sądem za narażenie mieszkańców bloku w Lubinie na niebezpieczeństwo. Odkręciwszy w kuchence gazowej wszystkie kurki, wyprowadził się do hotelu. W czasie jego nieobecności stężenie gazu w powietrzu osiągnęło poziom grożący eksplozją i pożarem, którego skutki mogłyby być bardzo tragiczne. Gdyby w tym czasie któryś z lokatorów nacisnął dzwonek w drzwiach, doszłoby do wybuchu. Mieszkanie numer 13

Po śmierci rodziców Dariusz P. - ślusarz - zamieszkiwał w odziedziczonym po nich mieszkaniu na jednym z osiedli mieszkaniowych w Lubinie. Było za duże dla niego. Myślał, żeby je sprzedać i wyprowadzić się do mniejszego. Znalazł choćby nabywcę i w marcu 2026 roku spisał z nim umowę przedwstępną. Wziął zapłatę, ale większość pieniędzy przepuścił przez trzy dni w internetowych kasynach, co wywołało u niego myśli samobójcze.

Chciał skończyć ze sobą. Uszczelnił okna, zasłonił otwory wentylacyjne i odkręcił zawory kuchenki gazowej, aby otruć się gazem. Ale od wdychania propan-buttanu tylko rozbolała go głowa. Uznał, iż to nie ma sensu. Zrezygnował z samobójstwa. Wyszedł z budynku, ale nie zakręcił gazu. Dariusz P. udał się do hotelu, gdzie wynajął dla siebie pokój.

A w mieszkaniu numer 13 gaz ulatniał się okolo 20 godzin. -Był wyraźnie wyczuwalny na klatce schodowej - opowiada prokurator Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka prasowa
Idź do oryginalnego materiału