Ćwiczenia strażaków na zamarzniętym akwenie. Apel o bezpieczeństwo

1 dzień temu
Fot. Radio Doxa

Strażacy weszli dziś na zamarzniętą Kamionkę Silesia. Nie po to, aby ratować, ale ćwiczyć. Funkcjonariusze Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Opolu doskonalili techniki ratownictwa lodowego.

– Przede wszystkim chodzi o doskonalenie naszych umiejętności dotyczących ratownictwa lodowego. Wypadki na lodzie, na takich akwenach naturalnych się zdarzają ciągle. Cały czas staramy się być przygotowani. W przypadku takich naturalnych cieków wodnych nie mamy tej pewności co do jednorodności tej pokrywy lodowej. Ona w jednym miejscu może być trochę grubsza, a w drugim miejscu może być niebezpiecznie cienka, dlatego odradzamy, przestrzegamy i zniechęcamy wręcz tutaj mieszkańców do tego typu niebezpiecznej rozrywki. A ćwiczymy po to, iż jak już coś się stanie to jesteśmy na to przygotowani. Mamy specjalistyczne sanie lodowe, mamy kombinezony, mamy opracowane zasady działań. Zabezpieczamy się linami po to właśnie, żeby bezpiecznie dotrzeć do tego poszkodowanego i jak najszybciej udzielić mu tej pomocy – informuje brygadier Tomasz Pierzchała, oficer prasowy Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Opolu.

– To nie jest tak, iż każde zdarzenie, czy na lodzie, czy jakiekolwiek inny jest na tyle schematyczne, iż podchodzimy do niego tak samo. Za każdym razem musimy myśleć na bieżąco i podejmować różne techniki działań ratowniczych, stąd różnego rodzaju sprzęt, różnego rodzaju techniki, wykorzystanie jednej osoby do ratowania, wykorzystanie więcej osób do ratowania. Mnóstwo różnych wariantów jest ćwiczone po to, aby pamięć mięśniową utrzymać związaną właśnie z ratownictwem lodowym – mówi kapitan Łukasz Nowak, rzecznik prasowy Opolskiego Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej.

Ćwiczymy założenie, iż osoba poszkodowana sama stara się wydostać z przerębla. W tym momencie to jest w miarę ułatwiony sposób, bo ten lód jest w odpowiedniej grubości, nie załamuje się pod osobą poszkodowaną. Natomiast, o ile byłaby taka sytuacja, iż ten lód jest troszeczkę cieńszy, to raczej nie dałby rady, bo ten lód by się załamywał pod osobą poszkodowaną. Na tym akwenie mamy wodę stojącą. To jest akwen zamknięty, w którym nie ma nurtu. o ile by się taka sytuacja działała na przykład na rzece Odrze, wówczas sytuacja diametralnie by się zmieniła, byłaby bardziej niebezpieczna, ponieważ nurt rzeki mógłby tę osobę poszkodowaną ciągnąć pod lód – mówi młodszy kapitan Dariusz Czerepaniak, dowódca zmiany JRG 2 Opole.

– Kiedy ruszamy z pomocą osobie, jak pod którą załamał się lód, a chcemy jej udzielić skutecznej pomocy i nie narazić swojego zdrowia i życia na uszczerbek, musimy tutaj rozważnie podejść do sytuacji. Przede wszystkim, aby poruszać się po lodzie, musimy poruszać się na kucaka, czołgając się – po to, żeby rozłożyć swój ciężar ciała na jak największą powierzchnię na tym lodzie, aby nie powodować załamywania się tego lodu. Stąd my strażacy używamy sani lodowych. o ile już do tej osoby dojdziemy, podajemy jej jakiś przedmiot, próbujemy ją wyciągnąć. Musimy wziąć pod uwagę to, iż ten lód przez cały czas może się łamać. o ile już tę osobę wydostaniemy, staramy się jak najszybciej ją ogrzać, czyli ściągamy mokre ubranie. o ile istnieje potrzeba wdrożenia procedur medycznych, mówimy tutaj o resuscytacji krążeniowo-oddechowej, to ją rozpoczynamy. o ile mieliśmy już służby powiadomione, to oczywiście czekamy na przybycie służb – dodaje kapitan Nowak.

Strażacy przestrzegają przed wchodzeniem na zamarznięte zbiorniki wodne i apelują, aby korzystać wyłącznie ze sztucznych ślizgawek.

Łukasz Nowak, Tomasz Pierzchała, Dariusz Czerepaniak:

Dłuższa relacja:
Tomasz Pierzchała, Łukasz Nowak, Dariusz Czerepaniak:

autor: Anna Kurc

Idź do oryginalnego materiału