Szczerze: z kim wolisz pracować? Z osobami o krytycznym nastawieniu i ekscentrycznymi samotnikami? A może z tymi, którzy tworzą pozytywną atmosferę w zespole i pracują niczym elfy, sprzątając góry pracy?
Tacy koledzy są na wagę złota. Cytując postać graną przez Kerry Washington w amerykańskim serialu „Skandal”, to oni są „naprawiaczami”. Kiedy sprawy idą źle, najtrudniejsze zadania spadają na ich barki. Niestety, ta supermoc ma swoją wadę: nikt nie jest w stanie wiecznie dźwigać świata na swoich barkach.
To właśnie temat artykułu „To, iż jesteś liderem, nie oznacza, iż musisz rozwiązywać każdy problem” autorstwa Luisa Velasqueza, coacha i autora (m.in. książki „Ordinary Resilience”, Lioncrest Publishing 2024). Pisze on w nim o Laurze, liderce, która kiedyś powiedziała mu: „Mam dość bycia tą, na której wszyscy polegają”.
To, co początkowo wydawało się Laurze uznaniem, stopniowo przerodziło się w presję: „Wiemy, iż dasz radę” stało się „Nie damy rady bez ciebie”. Jej ciągła gotowość do pomocy przestała być chwalona, a stała się czymś oczywistym. Jakby tego było mało, atmosfera w zespole w końcu się pogorszyła. Zamiast wdzięczności, Laura spotkała się z krytyką – nagle oskarżono ją o „zbytnie skupienie na działaniu” i „zbytnią kontrolę”. I to pomimo faktu, iż w głębi duszy zawsze pragnęła jedynie wypełnić luki, których nikt inny nie potrafił wypełnić.
Kiedy uświadomiłem sobie, iż nadmierne zaangażowanie, choć jest oznaką staranności, często wzmacnia również niezdrowe struktury, przestałem odruchowo bawić się w strażaka. I zwracam szczególną uwagę, gdy poszczególni członkowie zespołu często podnoszą rękę – lub gdy ukończyli już pracę, zanim jeszcze ustalono, kto powinien się nią zająć. Nie dlatego, iż ich zaangażowanie mnie drażni – wręcz przeciwnie. Robię to, ponieważ takie zachowanie może być wczesnym sygnałem ostrzegawczym. Czasami „Szybko się tym zajmę” oznacza w rzeczywistości: „Uratuję nas przed niejasnością, którą musielibyśmy wspólnie rozwiązać”.

1 dzień temu
















