Dym i huk na Nowej Krępie. Strażacy przyjechali, a na posesji… samochodowe „skarby”

3 godzin temu
Zdjęcie: Dym i huk na Nowej Krępie. Strażacy przyjechali, a na posesji… samochodowe „skarby”


Niedziela, godzina 11. Mieszkańcy ulicy Ireny Kosmowskiej w Ostrowie Wielkopolskim zauważyli dym. Z dalszej części okolicy dochodziły również informacje o huku. Na miejsce ruszyły trzy zastępy straży pożarnej oraz patrol policji. Gdy służby dotarły na posesję, pożaru już nie było. Ich uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego.

Na pierwszy rzut oka można było pomyśleć, iż niedzielny spokój na Nowej Krępie został przerwany przez pożar. Dym był widoczny, a część mieszkańców słyszała również huk.

Strażacy nie zamierzali jednak sprawdzać, czy to tylko sąsiedzki grill z ambicjami. Na ulicę Ireny Kosmowskiej skierowano trzy zastępy straży pożarnej. Na miejscu pojawiła się także policja.

Kiedy służby dotarły na posesję, nie było już oznak pożaru.

Nie oznacza to jednak, iż sytuacja nie wzbudziła żadnych obaw.

Podwórko jak magazyn części samochodowych

Tym, co zwróciło uwagę, była duża ilość zgromadzonych części samochodowych i materiałów mogących stanowić zagrożenie pożarowe lub środowiskowe.

Wśród nich miały znajdować się między innymi oleje oraz akumulatory. Dla mieszkańców to powód do niepokoju, szczególnie jeżeli podobne materiały są składowane w sposób nieuporządkowany i bez odpowiednich zabezpieczeń.

Bo o ile kilka części samochodowych może wyglądać jak niewinny garażowy bałagan, o tyle większa ilość olejów, akumulatorów i innych elementów motoryzacyjnych tworzy już zupełnie inną historię.

Mieszkańcy obawiają się, iż jeżeli w przyszłości doszłoby tam do pożaru, sytuacja mogłaby stać się bardzo niebezpieczna.

„Lepiej sprawdzić, zanim naprawdę się zapali”

Niedzielne zdarzenie może być więc sygnałem, iż warto przyjrzeć się posesji dokładniej.

Mieszkańcy liczą na reakcję odpowiednich służb i sprawdzenie, czy zgromadzone tam materiały są przechowywane legalnie oraz zgodnie z zasadami bezpieczeństwa. Wskazują również na potrzebę ewentualnego usunięcia odpadów, jeżeli okaże się, iż są składowane niezgodnie z przepisami.

To sytuacja z gatunku tych, w których zdecydowanie lepiej zadziałać przed, a nie po fakcie.

Bo straż pożarna może oczywiście przyjechać, kiedy coś już zacznie płonąć. Tyle iż wtedy na profilaktykę może być odrobinę za późno.

Policja szuka właściciela

Policjanci rozpoczęli procedurę mającą na celu ustalenie właściciela posesji.

Na tym etapie nie wiadomo, co dokładnie było przyczyną pojawienia się dymu i huku. Nie potwierdzono również, by w niedzielę doszło do pożaru zgromadzonych tam części czy materiałów.

Jedno jest natomiast pewne: posesja zwróciła uwagę służb, a wraz z nią pojawiło się pytanie, czy znajdujące się tam materiały są składowane zgodnie z prawem i czy nie stanowią zagrożenia dla okolicznych mieszkańców.

I być może właśnie niedzielny alarm będzie dobrym momentem, żeby ktoś odpowiedzialny za porządek sprawdził to miejsce dokładniej.

Zanim kolejny „huk” nie będzie już tylko powodem do wyjrzenia przez okno.

Idź do oryginalnego materiału