Pamiętam jesień w Bieszczadach.
łagodne szczyty gór
tulące płonące liście drzew.
pomalowane rdzą połoniny,
tchnące spokojem.
poranną mgłę w dolinach,
umykającą przed słońcem.
ryk jeleni.
i strumyk o chłodnej, bystrej wodzie,
to skaczący po kamieniach,
to liżący głazy,
to z wdziękiem omijający przeszkody.
tyle lat minęło,
a ja wciąż czuję zapach lasu
i nie zapomnę.












