Wydaje się banalna. Działa od lat, nikt się nad nią nie zastanawia. Ale ta jedna rzecz, którą masz w domu – w łazience, w kuchni, na balkonie – może być śmiertelnie niebezpieczna. Pomimo apeli ekspertów i setek interwencji strażaków, wciąż nie została objęta zakazem.

Fot. Warszawa w Pigułce
Co to takiego?
To m.in.:
-
stare grzejniki elektryczne,
-
przedłużacze bez uziemienia,
-
butle gazowe w blokach (mimo zakazów niektórych wspólnot),
-
wietrzenie na oścież bez zabezpieczeń,
-
suszarki i ładowarki pozostawiane bez nadzoru.
Każdego roku setki osób w Polsce doznają poparzeń, porażeń, zatrucia czadem lub tracą dobytek przez „zwykłe urządzenia”, które powinny zostać wymienione lata temu.
Najczęstsze błędy, które popełniamy:
Ładowanie telefonów nocą – 70% pożarów zaczyna się od instalacji lub zasilaczy.
Używanie tanich, chińskich grzejników i farelek – bez czujników bezpieczeństwa.
Pozostawianie urządzeń pod napięciem na całą noc.
Brak czujników dymu lub czadu – choć kosztują kilkadziesiąt złotych.
Korzystanie z gazu w budynkach, gdzie to zabronione regulaminem.
To nie straszenie. To statystyka
-
Rocznie straż pożarna odnotowuje ponad 8000 pożarów mieszkań,
-
Prawie 300 osób traci życie w wyniku zaczadzenia,
-
Kilkaset osób rocznie trafia do szpitala z powodu porażenia prądem.
Większość tragedii można było uniknąć – gdyby ktoś wcześniej wiedział.
Co możesz zrobić już dziś?
Sprawdź, czy Twoje przedłużacze i ładowarki mają certyfikat bezpieczeństwa.
Nigdy nie zostawiaj ładowania telefonu czy laptopa bez nadzoru.
Nie używaj grzałek i farelek sprzed 10–20 lat.
Zainstaluj czujnik dymu i czadu – zwłaszcza, jeżeli masz gaz.
Przemyśl, czy Twoje codzienne nawyki nie są ryzykowne – bo mogą być.
-
To, co masz w domu, może być ciche, legalne i śmiertelne.
-
Eksperci ostrzegają – tragedie zaczynają się od „zwykłych” rzeczy.
-
Sprawdź swój dom, zanim będzie za późno.
-
Jedno działanie dziś – może uratować życie jutro.