Marcin Bujak pochodzi z Domachowa. Od 2018 roku nosi strażacki mundur w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Gostyniu. Na co dzień jego służba wygląda podobnie jak u setek innych strażaków - wyjeżdża do wypadków drogowych, pożarów sadzy w kominach czy zalanych piwnic. Jednak jako członek elitarnego modułu GFFF (Ground Forest Fire Fighting) Poland, w ułamku sekundy może zostać rzucony do walki z potężnym żywiołem w najdzikszych zakątkach kraju lub Europy.
Strażacy bez wozów strażackich? Jak to możliwe?
Idea gaszenia pożarów bez użycia tradycyjnych wozów bojowych dla wielu osób brzmi abstrakcyjnie. Jak bez potężnych autopomp i kilometrów węży okiełznać ogień w puszczy? Okazuje się, iż to wyjątkowo skuteczna taktyka, którą polscy strażacy podpatrzyli u zagranicznych służb.
- Wszystko zaczęło się od doświadczeń chłopaków z modułu samochodowego, którzy podczas misji m.in. w Szwecji zobaczyli, jak sprawnie działają tam zespoły bez pojazdów. Na początku, powiem szczerze, trochę się z nas w środowisku wyśmiewali. Pytali: „Jak to? Strażacy bez samochodów?”. Ale akcje pokazały wszystkim, iż w miejscach trudnodostępnych, bagnistych, nasze metody są niezastąpione – wspomina z uśmiechem mł. ogn. Marcin Bujak.
Początki tworzenia tej unikalnej formacji w Wielkopolsce sięgają 2022 roku. Do komend powiatowych, w tym do Gostynia, trafiło wtedy pismo z pytaniem, czy są chętni do wzięcia udziału w zupełnie nowym projekcie. Zgłosiło się kilku pasjonatów.
https://gostynska.pl/wiadomosci/z-duma-odbierali-medale-i-odznaczenia-w-pelni-na-nie-zasluzyli/6RrrpAZ8TUHwS0XKfo12O tym, kto ostatecznie pojedzie na trudne i wymagające szkolenia, decydowała rygorystyczna weryfikacja. Organizatorzy dzwonili do komendantów, zbierali opinie o kandydatach, sprawdzali ich zaangażowanie i predyspozycje. W ten sposób powstała zgrana ekipa ludzi, dla których ta ciężka służba stała się prawdziwym zamiłowaniem.
- Nasz moduł tworzą faktycznie ochotnicy, a zarazem pozytywni fanatycy tego, co robimy. Na miejscu akcji od razu widać, iż po prostu chcemy tam być, wiemy, po co przyjechaliśmy i pomimo potwornego zmęczenia, ta praca daje nam dużą satysfakcję - podkreśla strażak z Domachowa.
Technologia w służbie na bagnach
Zamiast ciężkiego sprzętu, strażacy z GFFF zabierają w strefę zagrożenia sprzęt osobisty. Ich praca polega na tzw. budowaniu linii - wycinaniu i oczyszczaniu pasów ziemi, na których pożar ma się zatrzymać z braku materiału do palenia.
Drugim kluczowym zadaniem jest technika zwana mop-up, czyli precyzyjne lokalizowanie, rozgrzebywanie i przelewanie wodą z hydronetek plecakowych ukrytych zarzewi ognia. To niezwykle ważne, ponieważ w puszczach i na torfowiskach żywioł potrafi rozprzestrzeniać się bezszelestnie, głęboko pod powierzchnią ziemi. Na pierwszy rzut oka z drogi nic nie widać, a las powoli tli się od korzeni. W wykrywaniu takich pułapek pomaga nowoczesna technologia.
Podczas niedawnej akcji w Puszczy Solskiej, wielkopolscy strażacy ściśle współpracowali z Akademią Pożarniczą.
- Oni mieli mobilne kamery termowizyjne, dzięki którym wyznaczali nam punkty współrzędne, gdzie pod ziemią pozostało wysoka temperatura. My, przy pomocy quadów, dojeżdżaliśmy do takich miejsc i metodą naszego „mopadu” przegrzebywaliśmy je oraz zalewaliśmy wodą. Często lokalizujemy pożar czerpiąc ze strażackiego doświadczenia nabytego w codziennej pracy w komendach powiatowych. Z daleka widzimy już jakieś zarzewie, jakiś dymek, więc doświadczenie z jednostek też nam dużo daje wyjaśnia Marcin Bujak.
Choć członkowie modułu działają głównie pieszo, wprowadzenie quadów zwiększyło ich mobilność w trudnym, bagnistym terenie.
Tęsknota za zwykłymi, codziennymi czynnościami
Służba w module GFFF stawia ogromne wymagania nie tylko przed ludzkim ciałem, ale i psychiką. Praca w dymie, w stale wysokiej temperaturze, z dala od cywilizacji wymaga żelaznej kondycji. Marcin Bujak przyznaje, iż regularne testy sprawnościowe w straży i jego własna, codzienna aktywność fizyczna dają mu solidny fundament. Równie ważne jest jednak doświadczenie i odporność na stres, które na bieżąco zdobywa podczas wyjazdów do zdarzeń w powiecie gostyńskim.
Oprócz morderczego wysiłku na linii ognia, członkowie modułu muszą zmierzyć się z surowymi warunkami bytowymi. Formacja jest szkolona według standardów międzynarodowych.
- Mamy w module trzech członków wyznaczonych do logistyki. Dbają o nasze wyżywienie, namioty, sprzęt, żeby nam niczego nie brakowało. Potrafimy na zwykłym kawałku pola czy boiska rozbić z własnego sprzętu obóz i przeżyć autonomicznie od 24 do 48 godzin - tłumaczy mł. ogn. Bujak.
https://gostynska.pl/wiadomosci/straz-pozarna-wysyla-prawdziwych-specjalistow-do-walki-z-ogromnymi-pozarami-lasow-na-lubelszczyznie-jest-ich-tylko-siedem-na-cala-polske/wdCbc7jfNn30McirWiN2W Polsce, podczas gaszenia parków narodowych, strażacy mieszkali w halach lub dużych miasteczkach namiotowych, jednak realia zmęczenia pozostawały te same.
- Życie obozowe wygląda tak, iż po 12 godzinach ciężkiej harówki w strefie działań człowiek marzy tylko o tym, żeby się wykąpać, zjeść coś ciepłego i chociaż na chwilę oko zamknąć. A z tym czasem bywa problem, bo w pierwszych fazach pożaru sytuację trzeba opanować natychmiast i musimy błyskawicznie przerzucać się z jednego punktu w drugi - przyznaje strażak.
Nagroda od Wielkopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP
Trud, pot i profesjonalizm Marcina Bujaka nie umknęły uwadze przełożonych. Jego wybitna postawa podczas trudnych akcji gaśniczych na Lubelszczyźnie została dostrzeżona przez Wielkopolskiego Komendanta Wojewódzkiego PSP, który uhonorował go nagrodą. Dla młodego strażaka z Domachowa był to wyjątkowy moment.
- To ogromna satysfakcja. Od 2023 roku co roku spotykamy się na wymagających ćwiczeniach wojewódzkich czy ogólnopolskich. Ta nagroda daje poczucie, iż treningi coś dały, iż nas ukształtowały. Jadąc na misję, dokładnie wiedziałem co robić, mogłem bezgranicznie ufać kolegom z modułu, a oni ufali mi. I co najważniejsze - wróciłem bezpiecznie do domu. Ta nagroda to dowód na to, iż warto było tak ciężko ćwiczyć - mówi z dumą.
Zmiany klimatyczne, coraz wyższe temperatury i długotrwałe susze sprawiają, iż wielkie, niszczycielskie pożary lasów stają się problemem globalnym. Kiedy Marcin Bujak zaczynał swoją przygodę z GFFF, w Polsce istniały zaledwie dwa takie moduły - w Poznaniu i Lublinie. Dziś, na ich wzór, kolejne pięć województw tworzy i szkoli swoje własne ekipy „strażaków bez samochodów”.
Gostyński strażak pytany o radę dla swoich młodszych kolegów, którzy dopiero wstępują w szeregi służby ratowniczej, odpowiada krótko: nigdy nie osiadać na laurach.
- W tym zawodzie ciągła edukacja i rozwój są najważniejsze. Dla mnie wiedza o gaszeniu lasów z ziemi też była na początku czymś zupełnie nowym, czymś, czego nie spotyka się w codziennej pracy w komendzie powiatowej. Trzeba bez przerwy poszerzać wiedzę i trenować, ponieważ pożary i zmieniający się klimat mogą nas zaskoczyć w każdym momencie. My sami cały czas trzymamy spakowane torby i jesteśmy w pełnej gotowości do wyjazdu - podsumowuje Marcin Bujak.





![Strażacy-nurkowie z Łomży świętują 40-lecie [VIDEO i FOTO]](https://mylomza.pl/static/files/cropped/114/1831813_1781877268.webp)









