Jak pisaliśmy w naTemat, do pożaru sklepu sieci Biedronka w Polkowicach (woj. dolnośląskie) doszło w niedzielę przed południem. Gdy na miejscu pojawiły się pierwsze zastępy Państwowej Straży Pożarnej oraz Ochotniczej Straży Pożarnej, budynek nie był jeszcze całkowicie objęty ogniem. Sytuacja bardzo gwałtownie jednak się pogorszyła – po około 10 minutach od rozpoczęcia akcji gaśniczej zawalił się dach sklepu.
W działaniach brały udział 22 zastępy straży pożarnej. Jak przekazał w rozmowie w naTemat dyżurny Stanowiska Kierowania Komendanta Powiatowego PSP w Polkowicach, w trakcie akcji poszkodowanych zostało dwóch strażaków – doznali stłuczeń po poślizgnięciu się na śliskiej nawierzchni.
Przyczyny pożaru Biedronki przy ulicy Ogrodowej nie są jeszcze znane. To jednak już drugi pożar dużego sklepu w tej miejscowości w krótkim odstępie czasu.
Pożar Biedronki w Polkowicach nie był pierwszy. 2,5 tygodni paliło się Dino w tym samym mieście
15 stycznia po godzinie 4:20 na Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej w Polkowicach wpłynęło zgłoszenie o pożarze w rejonie ul. Kolejowej. Po przybyciu pierwszych zastępów stwierdzono pożar elewacji supermarketu Dino, który objął również część magazynową oraz fragment dachu, czytamy na stronie internetowej straży w Pokowicach.
W działaniach uczestniczyła również policja. Dzięki szybkiej i sprawnej reakcji strażaków w początkowej fazie pożaru udało się ograniczyć straty do minimum. W zdarzeniu nikt nie odniósł obrażeń.
W związku z kolejnym pożarem w Polkowicach zapytaliśmy miejscowową straż pożarną, czy oba zdarzenia mogą być ze sobą powiązane. Mł. kpt. Adrian Ziemiański podkreślił jednak, iż w tej chwili nie ma podstaw, by łączyć oba incydenty.
– w tej chwili nie można stwierdzić, iż oba pożary są w jakikolwiek sposób powiązane. Musi ustalić to policja – zaznaczył rzecznik PSP. Dodał jednak, iż jego zdaniem to najprawdopodobniej "nieszczęśliwy zbieg okoliczności".

1 godzina temu








