Nie dla zabawy – dla życia. Kolejny raz wchodzimy na lód, choć wszyscy błagają, żeby tego nie robić

2 miesięcy temu

Na nagraniu z okolic ulicy Jasielskiej widać niewielki staw. Na nim – kobieta pchająca wózek dziecięcy z dzieckiem w środku. Obok – kilkoro nastolatków i dorosłych, którzy z uśmiechem ślizgają się po lodzie, jakby to była naturalna ślizgawka w parku. Ślady butów, rysunki patykiem na śniegu, tupanie dla sprawdzenia „czy wytrzyma”. Klasyczna scena z ostatnich dni w Poznaniu.

Tymczasem Zarząd Zieleni Miejskiej, strażacy, policjanci i ratownicy wodni od tygodni powtarzają jedno i to samo zdanie: nie wchodźcie na lód. Krótkotrwałe mrozy nie tworzą bezpiecznej tafli. Lód jest cienki, nierównomierny, popękany, a w wielu miejscach praktycznie nie istnieje. Szczególnie niebezpieczne są stawy, przez które przepływa rzeka – jak choćby ten w Parku Sołackim czy w Parku Marcinkowskiego. Prąd wodny, dopływy, roślinność podwodna i wahania temperatur sprawiają, iż w jednym miejscu grubość tafli wynosi 5 cm, a kilka metrów dalej – zaledwie 2 cm albo mniej.

A jednak wchodzimy. Z dziećmi w wózkach. Z psami. Dla żartu. Dla filmiku na TikToka. Dla sprawdzenia „czy dasz radę”.

Każde takie wejście to ruletka. Ruletka, w której główną stawką jest życie – twoje, twojego dziecka, twojego przyjaciela, a czasem także ratownika, który będzie musiał po ciebie skakać.

Wpadnięcie do wody o temperaturze bliskiej zera to nie jest „zimny prysznic”. To szok termiczny w ciągu kilkunastu sekund, gwałtowny skurcz mięśni, niemożność złapania oddechu, błyskawiczne wyczerpanie. Statystyki są bezlitosne: większość osób, które wpadły pod lód i nie została błyskawicznie wyciągnięta, nie przeżywa. choćby jeżeli komuś się uda – często kończy się to ciężkim uszkodzeniem mózgu albo amputacjami z powodu odmrożeń.

A my wciąż nagrywamy filmiki.

Może czas przestać udawać, iż „to tylko kilka metrów”, „wygląda grubo”, „przecież inni chodzą”. Nie chodzi o to, iż lód jest za cienki w 90% przypadków. Chodzi o to, iż wystarczy te 10%, żeby twoje dziecko zostało bez rodzica. Żeby ktoś musiał powiedzieć „mamo/tato już nie wróci”. Żeby strażak albo ratownik musiał wchodzić do wody w środku nocy i ryzykować własne życie, bo ktoś chciał „się poślizgać”.

Zarząd Zieleni Miejskiej napisał wprost: „Nawet jeżeli lód wygląda na solidny – może załamać się w każdej chwili”.

Więc może zamiast sprawdzać, ile wytrzyma – po prostu uwierzyć tym, którzy wiedzą? Policji, strażakom, ratownikom, leśnikom, pracownikom ZZM, którzy od lat wyciągają ludzi z przerębli i zbierają to, co z nich zostało.

Bo to nie jest zabawa w „odważniaka”. To jest test na odpowiedzialność.

A my właśnie zdajemy go… bardzo słabo.

Idź do oryginalnego materiału