Ojczyzna
Ojczyzna już nie ma amantów, przyszli obdarci konkubenci, ciągle biją, gryzą, upijają się do nieprzytomności. Jej twarz nie pokryta makami ale sińcami, Przypalony chochoł nie przypomina już tamtych powabnych loków, o które nie jeden wzywał na pojedynek.
Suknia zdrapana, na rąbku ktoś napisał, iż co twoje to nie moje.
Szyję stemplują hasła, wyryte w ogniem szału i zatracenia umysłu, na piersi plamy po wyrywaniu serca.
Tylko jej wierne kochanki jeszcze jej bronią ale ich karesy coraz cichsze, rozkosz zagłusza ryk.
Ojczyzna marzy, by one lub ktoś inny, eksmitował konkubentów, uszył nową suknię i wyleczył rany.
Jest zbyt słaba, by mieć moc wygnania ich ze swego lokum.
