To była wyprawa napędzana wyłącznie siłą mięśni i strażacką pasją. Druh Kamil Żur udowodnił, iż dla chętnego nic trudnego, a mała miejscowość może stać się punktem wyjścia do realizacji gigantycznych marzeń.
Mieszkaniec gminy Dębowiec dokonał niezwykłego wyczynu sportowego. Wsiadł na zwykły rower i bez żadnego wspomagania elektrycznego czy technicznego ruszył z południa Polski na sam jej północny cypel. Przejechanie trasy z Dębowca na Hel zajęło mu zaledwie sześć dni – od 12 do 17 września.
Licznik wykręcony przez cyklistę zatrzymał się na imponującym dystansie 878,68 kilometrów.Wyprawa miała jednak nie tylko wymiar stricte sportowy, ale również głęboko integracyjny. Rowerzysta przez całą drogę promował swoją rodzinną gminę oraz macierzystą jednostkę Ochotniczej Straży Pożarnej w Dębowcu. Trasę zaplanował tak, by po drodze odwiedzać bazy kolegów po fachu.Śladem jego przejazdu stały się wizyty w jednostkach OSP i PSP w różnych zakątkach kraju. Druh zawitał z braterską wizytą m.in. do komend i remiz w Radomsku, Celigowie, Michowicach, Warszawie, Włocławku oraz we Władysławowie.
Spotkania te były doskonałą okazją do wymiany doświadczeń, rozmów o trudach służby, nawiązania nowych przyjaźni, a także tradycyjnej wymiany strażackich naszywek.Na jednym z etapów podróży samotna dotąd wyprawa zyskała wyjątkowego pasażera.
„W Toruniu dostałem ogromnego misia strażaka od KM PSP Toruń, a dokładnie od ZOSPRP w Toruniu, który od tego momentu jechał ze mną na plecaku aż na Hel” – relacjonował w swoich mediach społecznościowych Kamil Żur.
Maskotka dumnie podróżująca na plecach strażaka stała się symbolem ogromnej solidarności i wsparcia, jakie kolarz otrzymywał od mundurowych z całego kraju.
Wyczyn Kamila Żura spotkał się z uznaniem środowiska pożarniczego oraz lokalnej społeczności, która na bieżąco śledziła zmagania na trasie. Historyczny meldunek: „Dębowiec → Hel — ZROBIONE!” stał się faktem.
Fot. Kamil Żur


57 minut temu








