Porządki mogą kosztować Cię kosztować 30 tys. zł. Źródłem kontroli często są sąsiedzi

1 godzina temu

Jesienią z ogrodów znikają sterty liści, skoszona trawa, suche pędy i gałęzie po przycinaniu drzew oraz krzewów. Jeszcze kilkanaście lat temu część właścicieli posesji po prostu rozpalała ognisko i w kilka godzin pozbywała się całego problemu. Dzisiaj takie rozwiązanie może skończyć się interwencją straży miejskiej albo Policji, a w określonych sytuacjach również bardzo wysoką grzywną. najważniejsze jest to, iż odpady roślinne z gospodarstw domowych są w tej chwili objęte systemem selektywnego zbierania, a ustawa o odpadach pozwala na spalanie pozostałości roślinnych poza instalacjami tylko wtedy, gdy takiego obowiązku selektywnej zbiórki nie ma.

Mężczyzna pukający do drzwi mieszkania. | Fot. Warszawa w Pigułce.

Od 2 stycznia 2026 roku doszedł jeszcze drugi problem. Znacznie zaostrzono sankcje za wykroczenia przeciwpożarowe. o ile sposób rozpalania ognia stwarza zagrożenie pożarem albo narusza przepisy dotyczące bezpieczeństwa, mandat może sięgnąć 5 tys. zł, a grzywna orzeczona przez sąd choćby 30 tys. zł. Nie oznacza to, iż każdy, kto wrzuci do ogniska garść liści, automatycznie dostanie 30 tys. zł kary. Spalanie odpadów i stworzenie zagrożenia pożarowego to 2 różne podstawy odpowiedzialności, które w konkretnej sytuacji mogą jednak wystąpić jednocześnie.

Liście i gałęzie są odpadami. Wyjątek w ustawie w praktyce kilka dziś daje

Ustawa o odpadach zawiera przepis, który na pierwszy rzut oka może wyglądać jak pozwolenie na palenie gałęzi i liści. Art. 31 ust. 7 dopuszcza spalanie zgromadzonych pozostałości roślinnych poza instalacjami i urządzeniami. Jest jednak bardzo ważne zastrzeżenie: nie dotyczy to pozostałości objętych obowiązkiem selektywnego zbierania. Tymczasem przepisy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nakazują selektywne zbieranie bioodpadów komunalnych.

W praktyce oznacza to, iż właściciel domu nie może uznać, iż skoro liście wyrosły na jego własnym drzewie, to może dowolnie spalić je na swojej posesji. Po zebraniu i potraktowaniu jako odpady roślinne powinny zostać zagospodarowane w systemie przewidzianym przez gminę albo w przydomowym kompostowniku, o ile lokalne zasady na to pozwalają. Ministerstwo Klimatu wprost zalicza do bioodpadów między innymi gałęzie drzew i krzewów, skoszoną trawę, liście, kwiaty, trociny i korę drzew.

Za samo spalanie odpadów jest osobna odpowiedzialność

Ustawa o odpadach przewiduje odpowiedzialność za termiczne przekształcanie odpadów poza przeznaczoną do tego spalarnią lub współspalarnią, o ile nie działa żaden ustawowy wyjątek. Art. 191 przewiduje za takie zachowanie karę aresztu albo grzywny. To właśnie ta podstawa może znaleźć zastosowanie, gdy ktoś zamiast oddać odpady zielone w ramach systemu komunalnego wrzuca je do ogniska.

Trzeba przy tym bardzo uważać z podawaniem jednej automatycznej stawki. Nie istnieje prosty taryfikator, według którego spalenie worka liści zawsze oznacza określoną kwotę. Znaczenie ma kwalifikacja czynu, jego okoliczności i to, jakie przepisy zostały naruszone. Zupełnie inaczej zostanie ocenione niewielkie ognisko, a inaczej sytuacja, w której ogień znajduje się przy suchych zaroślach, zabudowaniach albo lesie i realnie grozi rozprzestrzenieniem się pożaru.

Od stycznia kary za zagrożenie pożarowe są dużo wyższe

Największa zmiana weszła w życie 2 stycznia 2026 roku. Znowelizowany Kodeks wykroczeń znacząco zaostrzył odpowiedzialność za zachowania naruszające bezpieczeństwo przeciwpożarowe. Dotyczy to między innymi niedozwolonego używania otwartego ognia, wypalania traw i pozostałości roślinnych, nieostrożnego obchodzenia się z ogniem oraz innych czynności, które mogą spowodować pożar albo jego rozprzestrzenianie.

Górna granica grzywny sądowej za wykroczenia objęte art. 82 § 1-5 została podniesiona do 30 tys. zł. W postępowaniu mandatowym za takie wykroczenie można w tej chwili nałożyć do 5 tys. zł, a o ile jednym zachowaniem dochodzi do kilku wykroczeń – przepisy pozwalają na mandat do 6 tys. zł. Jednocześnie z katalogu kar usunięto naganę, a pojawiła się możliwość orzeczenia ograniczenia wolności.

To właśnie dlatego stwierdzenie, iż „za palenie liści grozi 30 tys. zł”, wymaga doprecyzowania. 30 tys. zł nie jest automatyczną karą za każde ognisko z odpadami. Taki maksymalny poziom dotyczy wykroczeń przeciwpożarowych, jeżeli zachowanie spełnia przesłanki określone w Kodeksie wykroczeń. Samo nielegalne spalanie odpadów ma natomiast własną podstawę odpowiedzialności w ustawie o odpadach.

Ognisko na działce nie zostało całkowicie zakazane

To kolejna rzecz, którą łatwo pomylić. Prawo nie wprowadza generalnego zakazu rozpalenia rekreacyjnego ogniska na każdej prywatnej posesji. Można więc przygotować ognisko do pieczenia kiełbasek, o ile nie spala się w nim odpadów i zachowane są przepisy przeciwpożarowe oraz inne lokalne ograniczenia. Paliwem powinno być czyste drewno przeznaczone do spalania, a nie sterta odpadów powstałych podczas jesiennego sprzątania ogrodu.

Różnica ma znaczenie. Ognisko, do którego ktoś wkłada odpowiednio przygotowane drewno, nie jest automatycznie tym samym co pozbywanie się liści, trawy, przyciętych pędów i innych odpadów poprzez spalanie. Straż Pożarna sama wskazuje, iż rozpalanie ogniska na prywatnej posesji może być dopuszczalne, jeżeli przestrzegane są przepisy i nie powstaje zagrożenie.

Nawet legalne ognisko musi być bezpieczne

Właściciel posesji nie może rozpalić ognia w miejscu, w którym płomienie lub iskry mogą spowodować zapalenie materiałów znajdujących się w pobliżu. Przepisy zabraniają również składowania materiałów palnych, w tym gałęzi i chrustu, w odległości mniejszej niż 4 metry od granicy sąsiedniej działki. To często pomijany przepis – jesienna sterta gałęzi ustawiona tuż przy płocie może więc być problemem jeszcze zanim ktokolwiek spróbuje ją podpalić.

Szczególne ograniczenia obowiązują w pobliżu terenów leśnych. Co do zasady rozniecanie ognia w lesie, na terenach śródleśnych oraz w odległości do 100 metrów od granicy lasu poza miejscami wyznaczonymi jest zakazane. Przy silnym wietrze, suszy albo innych warunkach zwiększających ryzyko pożaru choćby ognisko, które w normalnej sytuacji można byłoby rozpalić, może stworzyć zagrożenie i doprowadzić do odpowiedzialności.

Spalanie trawy to jeszcze inna sprawa. Tego robić nie wolno

Nie należy również mylić spalania zebranych pozostałości roślinnych z wypalaniem traw i roślinności pozostającej na ziemi. Państwowa Straż Pożarna od lat prowadzi kampanię przeciwko wypalaniu traw, a przepisy przeciwpożarowe zabraniają takich praktyk między innymi na polach i w miejscach, w których może dojść do rozprzestrzenienia ognia.

W 2026 roku właśnie wypalanie traw było jednym z powodów zaostrzenia przepisów. Ministerstwo Sprawiedliwości podkreślało, iż pozornie kontrolowany ogień może błyskawicznie przenieść się na sąsiednią roślinność, las albo zabudowania, szczególnie przy suchym podłożu i wietrze. Nowe sankcje mają dotyczyć między innymi sytuacji, w których takie działanie stwarza realne zagrożenie dla ludzi, mienia lub środowiska.

A co z liśćmi porażonymi chorobą albo gałęziami z chorego drzewa?

Właściciele ogrodów często powtarzają, iż chore liście najlepiej spalić, aby patogen nie rozprzestrzenił się po kompoście. Z punktu widzenia ogrodniczego może to brzmieć logicznie, ale nie tworzy automatycznego wyjątku od zasad gospodarowania odpadami. Państwowa Straż Pożarna w materiałach dotyczących ognisk zwraca uwagę, iż także zainfekowanych pozostałości roślinnych nie należy po prostu samodzielnie spalać na działce, jeżeli są objęte systemem selektywnej zbiórki.

W takiej sytuacji adekwatnym rozwiązaniem jest sprawdzenie zasad obowiązujących w konkretnej gminie i sposobu odbioru odpadów zielonych. o ile dana roślina podlega specjalnym nakazom związanym na przykład ze zwalczaniem organizmu kwarantannowego, mogą obowiązywać odrębne procedury. Nie należy jednak na własną rękę uznawać, iż choroba rośliny daje pozwolenie na rozpalenie ogniska z jej pozostałości.

W Warszawie liście i trawa są odbierane cały rok

Dla mieszkańców Warszawy sprawa jest szczególnie prosta, ponieważ stolica posiada zorganizowany system odbioru odpadów zielonych. Do tej frakcji miasto zalicza liście, skoszoną trawę oraz rozdrobnione gałęzie. Odpady są odbierane przez operatorów przez cały rok według harmonogramu, a dodatkowo można je zawieźć do Punktu Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych.

W przypadku warszawskich domów jednorodzinnych od marca do listopada odpady zielone są odbierane co 2 tygodnie, natomiast od grudnia do lutego co 4 tygodnie. Przy zabudowie wielolokalowej od marca do listopada odbiór odbywa się choćby co tydzień, a zimą co 4 tygodnie. Terminy dla konkretnego adresu można sprawdzić w harmonogramach Warszawa 19115.

Większe gałęzie można odpowiednio rozdrobnić i przekazać w systemie odpadów zielonych albo oddać do PSZOK-u zgodnie z zasadami miasta. Warszawa podkreśla, iż takie odpady trafiają później do kompostowni i są przetwarzane na materiał wykorzystywany do użyźniania gleby.

Kompostownik jest legalną alternatywą i może jeszcze obniżyć opłatę za śmieci

Drugim rozwiązaniem jest kompostowanie na własnej nieruchomości. Przepisy pozwalają właścicielom domów jednorodzinnych zagospodarowywać bioodpady w przydomowych kompostownikach. W wielu gminach osoby, które zadeklarują kompostowanie bioodpadów, otrzymują również częściowe zwolnienie z opłaty za gospodarowanie odpadami komunalnymi.

Do kompostownika nadają się między innymi liście, trawa, drobne gałęzie, zwiędłe kwiaty i część innych resztek roślinnych. Nie oznacza to jednak, iż można wrzucać do niego każdy odpad z ogrodu bez zastanowienia. Zasady dotyczące przydomowego kompostowania mogą być uszczegółowione w regulaminie konkretnej gminy, a odpady nienadające się do kompostowania należy zagospodarować w inny przewidziany sposób.

Sąsiad pali liście i dym idzie na Twoją działkę. Można zgłosić interwencję

Spalanie odpadów na posesjach jest jednym z tematów interwencji prowadzonych przez straże miejskie. Warszawski Eko Patrol od lat przypomina, iż funkcjonariusze otrzymują zgłoszenia dotyczące ognisk, w których spalane są gałęzie, liście, odpady drewniane, a czasem również tworzywa sztuczne. W takim przypadku strażnik może sprawdzić, co faktycznie znajduje się w palenisku i czy doszło do wykroczenia.

Jeżeli dodatkowo ogień znajduje się w miejscu stwarzającym zagrożenie pożarowe, do sprawy dochodzą przepisy przeciwpożarowe. W razie niekontrolowanego rozprzestrzeniania się ognia albo bezpośredniego zagrożenia dla ludzi czy budynków nie należy ograniczać się do sporu z sąsiadem – adekwatny jest numer alarmowy 112.

Najbezpieczniejsza zasada tej jesieni jest bardzo prosta

Jeżeli po jesiennych pracach powstaje sterta liści, skoszonej trawy, pędów i gałęzi, nie należy traktować ogniska jako metody ich utylizacji. Najpierw trzeba sprawdzić lokalny system odbioru odpadów zielonych, PSZOK albo możliwość kompostowania. W zdecydowanej większości gmin mieszkańcy mają dziś zapewniony sposób selektywnego przekazywania tego rodzaju odpadów, a właśnie ten fakt zamyka możliwość skorzystania z wyjątku pozwalającego na spalanie pozostałości roślinnych.

Od 2026 roku ryzyko finansowe jest dodatkowo większe niż wcześniej. Samo nielegalne spalanie odpadów może prowadzić do odpowiedzialności na podstawie ustawy o odpadach, a o ile ogień jednocześnie stwarza zagrożenie pożarowe, w grę wchodzą zaostrzone przepisy Kodeksu wykroczeń. Mandat za wykroczenia przeciwpożarowe może wynieść do 5 tys. zł, a sąd może wymierzyć choćby 30 tys. zł grzywny. Jesienna sterta liści zdecydowanie nie jest więc warta ryzyka rozpalenia jej za płotem.

Idź do oryginalnego materiału