Pożar kamienicy w woj. łódzkim. 11 zastępów walczyło z ogniem, strażacy zostali na całą noc

1 godzina temu

Zgłoszenie dotyczące pożaru budynku wielorodzinnego wpłynęło do służb w środę 7 października około godz. 14.22. Jak relacjonuje mł. kpt. Krzysztof Orłowski, oficer prasowy PSP w Kutnie, na miejsce niezłowcznie skierowano siły z kutnowskiej jednostki PSP oraz liczne zastępy Ochotniczych Straży Pożarnych. Łącznie w działaniach uczestniczyło 11 zastępów.

Po przyjeździe strażacy zastali już w pełni rozwinięty pożar. Ogień objął dach i wyszedł poza konstrukcję budynku, dlatego konieczne było natychmiastowe skoncentrowanie działań na powstrzymaniu jego dalszego rozprzestrzeniania.

Około 20 osób opuściło budynek przed przyjazdem straży

Jedną z najważniejszych informacji, jakie strażacy otrzymali po przyjeździe, było to, iż mieszkańcy zdążyli opuścić budynek jeszcze przed przybyciem służb.

Z kamienicy ewakuowało się około 20 osób. Strażacy mimo to dokładnie sprawdzili mieszkania, aby wykluczyć możliwość, iż ktoś został w środku i potrzebuje pomocy. Kontrola wszystkich lokali nie wykazała obecności osób wymagających ratunku.

Podnośniki i ciężka drabina w walce z ogniem

Działania strażaków koncentrowały się przede wszystkim na ugaszeniu płonącego dachu i zatrzymaniu rozwoju pożaru. Wykorzystano między innymi dwa podnośniki hydrauliczne należące do jednostek OSP oraz ciężką drabinę mechaniczną z JRG Kutno.

Po około 30 minutach od rozpoczęcia działań udało się osiągnąć najważniejszy cel - pożar przestał się rozprzestrzeniać. Nie oznaczało to jednak końca akcji.

Dogaszanie trwało aż do około godz. 21.00. Konieczne było również częściowe rozebranie elementów dachu i wykonanie otworów, które pozwalały na skuteczniejsze oddymienie oraz dotarcie do miejsc, w których mogły utrzymywać się podwyższone temperatury.

Jak podkreśla oficer prasowy kutnowskiej PSP, sam fakt opanowania pożaru nie oznaczał więc zakończenia działań. Strażacy musieli dokładnie sprawdzić konstrukcję budynku i upewnić się, iż ogień nie ukrył się w trudno dostępnych przestrzeniach.

Strażacy zostali na miejscu przez całą noc

Po zakończeniu zasadniczej części akcji strażacy nie opuścili od razu miejsca zdarzenia. Druhowie z OSP Żychlin oraz strażacy z PSP Kutno pozostali na miejscu również przez noc.

Powodem było ryzyko ponownego pojawienia się ognia w konstrukcji dachu. Pogorzelisko było regularnie kontrolowane przy wykorzystaniu kamery termowizyjnej. Strażacy obserwowali temperaturę elementów drewnianych, aby w przypadku jej ponownego wzrostu natychmiast rozpocząć działania.

Dopiero po upewnieniu się, iż sytuacja jest stabilna, budynek ma zostać przekazany jego zarządcy - Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom”.

Na razie mieszkańcy nie mogą jednak wrócić do swoich lokali. Choć ogień nie zniszczył mieszkań, zostały one zalane podczas działań gaśniczych.

Mieszkania nie spłonęły, ale lokatorzy nie mogą wrócić

Pożar rozwinął się na nieużytkowym poddaszu, dlatego ogień nie strawił bezpośrednio mieszkań. Uszkodzeniu uległa jednak konstrukcja dachu, a lokale zostały zalane wodą używaną podczas akcji.

Burmistrz Żychlina Grzegorz Ambroziak, który pojawił się na miejscu po otrzymaniu informacji o zdarzeniu, rozpoczął organizowanie pomocy dla poszkodowanych. Jak wyjaśnia, w takich sytuacjach zadaniem samorządu jest przede wszystkim szybkie rozpoznanie potrzeb mieszkańców i zapewnienie im bezpieczeństwa.

Kamienica znajduje się w zasobach Spółdzielni Mieszkaniowej „Wspólny Dom”. Część lokali ma charakter spółdzielczy, część stanowi własność prywatną. Na miejscu pojawił się również prezes spółdzielni Jarosław Kamiński.

Pomoc zaoferowały DPS i cukrownia w Dobrzelinie

Wśród mieszkańców były osoby wymagające szczególnego wsparcia, w tym osoba z niepełnosprawnością. Samorząd skontaktował się w tej sprawie z dyrektor Domu Pomocy Społecznej w Pniewie.

Pomoc została zorganizowana bardzo szybko. Przygotowano miejsce, z którego mogła skorzystać osoba z niepełnosprawnością wraz z opiekunem.

Samorząd szukał również rozwiązania dla pozostałych mieszkańców. W tym celu nawiązano kontakt z cukrownią w Dobrzelinie, która już wcześniej, po rozpoczęciu wojny w Ukrainie, udostępniała swój hotel osobom potrzebującym schronienia.

Początkowo zakładano, iż z tej formy pomocy może skorzystać choćby 17 mieszkańców kamienicy. Ostatecznie część poszkodowanych znalazła tymczasowe miejsce u rodzin i znajomych.

Z zakwaterowania w hotelu w Dobrzelinie ostatecznie skorzystały trzy osoby. Jak podkreśla burmistrz, miejsca zostały zabezpieczone bezterminowo, więc mieszkańcy nie muszą obawiać się, iż w najbliższych dniach zostaną pozbawieni dachu nad głową.

Teraz najważniejsze będzie zabezpieczenie budynku przed zimą

Pomoc mieszkańcom nie kończy się jednak na zapewnieniu im tymczasowego lokum. Kolejnym etapem będzie kooperacja gminy ze Spółdzielnią Mieszkaniową „Wspólny Dom” przy zabezpieczeniu budynku.

Jak wskazuje burmistrz, przede wszystkim konieczne będzie osuszenie dachu i odbudowa uszkodzonej konstrukcji. Dopiero po wykonaniu niezbędnych prac będzie można ocenić, czy budynek może zostać ponownie bezpiecznie uruchomiony.

Istotne znaczenie będzie miała również ocena nadzoru budowlanego. To od niej zależeć będzie możliwość przywrócenia energii elektrycznej oraz ogrzewania gazowego. Dopiero wtedy będzie można rozważać powrót mieszkańców do swoich lokali.

Samorząd deklaruje, iż będzie współpracował z zarządcą budynku, aby możliwie gwałtownie zabezpieczyć obiekt przed nadchodzącą zimą.

Co było przyczyną pożaru?

Przyczyna pojawienia się ognia nie została jeszcze oficjalnie ustalona. Nieoficjalnie pojawia się hipoteza dotycząca zwarcia instalacji elektrycznej, które mogło być związane z ingerencją człowieka.

Idź do oryginalnego materiału