Początek zapisany w jednym dokumenciePoczątki OSP w Kamieniu giną w mrokach historii. Nie zachowały się kompletne kroniki ani dokumentacja pozwalająca dokładnie odtworzyć pierwsze lata funkcjonowania jednostki. Dzięki determinacji lokalnych działaczy udało się jednak odnaleźć dokument, który rzuca światło na początki strażackiej służby w miejscowości.- Odtworzenie historii sprzed wieku było dużym wyzwaniem. Archiwa są bardzo ubogie, dlatego każdy odnaleziony dokument miał dla nas ogromne znaczenie. W Lublinie udało mi się dotrzeć do wpisu z 1927 roku. Z dokumentów wynika, iż straż w Kamieniu, który w tamtym czasie należał do gminy Turka, zakładali druhowie Kolasiewicz i Domański - wyjaśnia Jacek Waszczuk, komendant gminny OSP oraz naczelnik jednostki w
Kamieniu.Początki były skromne, sprzęt prosty, a możliwości techniczne nieporównywalne z tymi, jakimi dysponują strażacy obecnie. Jeden aspekt pozostaje jedna niezmienny mimo upływu kolejnych lat - gotowość do działania i odpowiedzialność za bezpieczeństwo sąsiadó
w.Drewniana remiza i sikawka na końskim zaprzęguPierwsza remiza OSP w Kamieniu była drewniana. Strażacy nie mieli do dyspozycji samochodów ani nowoczesnego sprzętu. Ich podstawowym narzędziem walki z ogniem była sikawka konna.W tamtych czasach straż pożarna była jednak czymś znacznie więcej niż formacją zajmującą się gaszeniem pożarów. Stanowiła, jak wyjaśnił nam w interesujący sposób Jacek Waszczuk, jeden z filarów lokalnej społeczności. Druhowie angażowali się w życie miejscowości, organizowali wspólne przedsięwzięcia i podejmowali się prac, które miały służyć wszystkim mieszkańcom.- Kiedyś życie strażackie bardzo mocno integrowało lokalną
społeczność. Do straży należały całe rodziny i miejscowości. Ludzie znali się, spotykali i wspólnie rozwiązywali problemy. Straż była miejscem, wokół którego skupiało się życie społeczne - wspomina Waszczuk. Jednym z przykładów takiego zaangażowania jest ulica Szlachecka w miejscowości, która stanowi siedzibę jednostki, czyli właśnie w Kamieniu.- Mało kto dzisiaj pamięta, iż ulica Szlachecka, przy której stoi nasza strażnica, była budowana czynem społecznym. To właśnie osobiste zaangażowanie ówczesnych działaczy i mieszkańców pozwoliło na jej pierwsze utwardzenie. Ludzie nie czekali, aż ktoś zrobi to za nich. Brali narzędzia i sami wykonywali potrzebną pracę. To pokazuje, jak silna była kiedyś idea wspólnego działania -
dodaje.Ta tradycja przetrwała kolejne dekady. Obecna remiza, wznoszona na przełomie lat 60. i 70., również powstała przy ogromnym zaangażowaniu mieszkańcó
w.Co więcej, strażacy z Kamienia także dziś potrafią zakasać rękawy i własnymi siłami poprawiać warunki swojej służby. Ostatni boks garażowy został wybudowany właśnie dzięki ich pracy.- To jest chyba jedna z rzeczy, która najbardziej łączy dawną i współczesną straż. Zmienił się sprzęt, zmieniły się wymagania, zmieniły się czasy, ale pozostało przekonanie, iż jeżeli czegoś potrzebujemy i możemy zrobić to własnymi siłami, to po prostu to robimy - mówi doświadczony już druh. Dalsza część artykułu na kolejnej stronie. Wszystko zmienił ŻukPrawdziwa rewolucja przyszła na początku lat 80. Wtedy jednostka otrzymała swój pierwszy samochód - popularnego żuka. Dla strażaków był to ogromny, cywilizacyjny postęp. Konna sikawka, która przez dziesięciolecia była podstawowym wyposażeniem, została zastąpiona pojazdem pozwalającym znacznie szybciej dotrzeć na miejsce zdarzenia.- Pojawienie się samochodu całkowicie zmieniło nasze możliwości. Nagle liczył się nie tylko sprzęt, ale także czas dotarcia do miejsca pożaru czy innego zagrożenia. To była dla jednostki prawdziwa rewolucja - wspomina
komendant.Jednak największe zmiany miały dopiero nadejść.Kolejny przełom nastąpił po 2003 roku. Wtedy funkcję naczelnika jednostki objął Jacek Waszczuk, który wcześniej ukończył Szkołę Aspirantów w
Krakowie.Rozpoczął się okres intensywnego rozwoju OSP Kamień. Jednostka zaczęła zdecydowanie zabiegać o włączenie do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego.- Wiedzieliśmy, iż jeżeli chcemy się rozwijać i skutecznie odpowiadać na potrzeby mieszkańców, musimy wejść na wyższy poziom organizacyjny i sprzętowy. Dlatego zaczęliśmy dynamicznie zabiegać o włączenie do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. To otworzyło nam zupełnie nowe możliwości - wyjaśnia szef ochotników z gminy Kamień. Jednym z pierwszych ważnych kroków było pozyskanie ciężkiego jelcza z dawnej straży kolejowej. Później przyszła kolej na kolejne, znacznie nowocześniejsze
pojazdy.Dziś wyposażenie jednostki obejmuje między innymi Mercedesa Atego z 2017 roku oraz lekki samochód marki Ford.- Każdy kolejny samochód oznaczał dla nas większe możliwości i większą odpowiedzialność. Nowoczesny sprzęt pozwala dziś działać szybciej, skuteczniej i przede wszystkim bezpieczniej. Ale sam sprzęt nigdy nie wystarczy. Za każdym samochodem i każdym urządzeniem musi stać wyszkolony człowiek, który wie, jak go użyć. Tak jest zresztą z całą naszą jednostką. Nie funkcjonowalibyśmy, gdyby nie ludzie -
podkreśla. Kamień stawia na wodęOSP Kamień wyróżnia się również specjalistycznym wyposażeniem do ratownictwa wodnego. Jednostka jako pierwsza w powiecie wyposażyła się w pełny zestaw przeznaczony do tego rodzaju działań - w tym łódź oraz profesjonalny sprzęt
nurkowy.To kolejny przykład tego, jak w ciągu kilkudziesięciu lat zmieniła się rola ochotniczych strażakó
w.Dziś nie wystarczy już umiejętność gaszenia pożarów. Strażacy muszą być przygotowani na wypadki komunikacyjne, podtopienia, zagrożenia chemiczne i ekologiczne, katastrofy oraz wiele innych sytuacji, których nie sposób przewidzieć.Zmiany ustawowe z początku lat 90. znacząco rozszerzyły zakres zadań straży pożarnej. Dzisiejszy ochotnik to ratownik przygotowany do działania w wielu różnych sytuacjach. Lista obowiązków jest z roku na rok coraz dłuższa. - To naturalny postęp. Świat się zmienia, pojawiają się nowe zagrożenia, więc zmieniają się również zadania strażaków. Musimy być przygotowani na coraz więcej sytuacji. Problem polega jednak na tym, iż za tym wzrostem odpowiedzialności nie zawsze nadąża finansowanie - zauważa Jacek
Waszczuk.Jak podkreśla, ochotnicza służba wymaga dziś nie tylko poświęcenia, ale również stałej gotowości.- Przygotowany do czynnej służby strażak-ratownik jest dostępny praktycznie siedem dni w tygodniu, przez 24 godziny na dobę. Kiedy przychodzi alarm, zostawia swoje zajęcia, rodzinę, pracę i jedzie pomagać. To jest ogromna odpowiedzialność. Dlatego postulujemy, aby osoby pozostające w takiej gotowości otrzymywały świadczenie za dyspozycyjność, podobnie jak żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej - mó
wi.Nie chodzi, jak zaznacza, o wynagrodzenie za każdą minutę spędzoną w remizie.- Ochotnicy przez cały czas będą ochotnikami. Najważniejsza jest satysfakcja z tego, iż można komuś pomóc. Ale trzeba też dostrzec, ile prywatnego czasu poświęcają ci ludzie i jak wielką odpowiedzialność biorą na siebie. To służba, która trwa również wtedy, kiedy nie ma alarmu – zauważa. Przez 100 lat zmieniło się niemal wszystko. Tylko jedno pozostało takie samo - kiedy ktoś potrzebuje pomocy, strażacy z Kamienia są gotowi dać siebie. Czytaj także:Wielka modernizacja drogowa w powiecie chełmskim. Ponad 22 miliony złotych na trasę Kamień - MichałówkaGm. Kamień. Gminne Święto Plonów w Ignatowie-KoloniiGmina Białopole przystąpi do Związku Gmin Lubelszczyzny. Radni podjęli jednogłośną decyzjęKoniec chaosu w zabudowie? Białopole szykuje planistyczną rewolucję