66-latek usłyszał zarzut po pożarze hali w Płocku. Chodzi o ogień, który w poniedziałek 1 czerwca zniszczył obiekt przy ulicy Rembielińskiego. W hali działały m.in. sklepy, drukarnia i salon tatuażu.
Jak informuje rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku Bartosz Maliszewski, prokurator przedstawił mu zarzut nieumyślnego sprowadzenia pożaru hali.
– Przestępstwo to jest zagrożone karą więzienia do lat pięciu. Mężczyzna ten przyznał się do popełnienia zarzuconego mu czynu. Złożył bardzo obszerne wyjaśnienia. Wyjaśnienia te w ogromnej części korelują z już zgromadzonym materiałem dowodowym – powiedział prokurator.
Podejrzany to Polak - został objęty dozorem policji i ma zakaz opuszczania kraju. Śledczy będą jeszcze ustalać rozmiar strat oraz analizować nagrania z monitoringu.
Czekają także na możliwość przeprowadzenia oględzin pogorzeliska. Te będą możliwe po decyzji nadzoru budowlanego dotyczącej bezpieczeństwa obiektu.
W kierunku nieumyślnego spowodowania pożaru
O wszczęciu postępowania przez płocką Prokuraturę Okręgową informowaliśmy we wtorek. Postępowanie to ma wyjaśnić, dlaczego ogień pojawił się w hali. Na początkowym etapie śledztwo prowadzone jest w związku z art. 163 par. 1 pkt. 1 i par. 2 Kodeksu karnego, co oznacza, iż dotyczy nieumyślnego sprowadzenie pożaru zagrażającego życiu lub zdrowiu wielu ludzi i mieniu w wielkich rozmiarach. Ogień niemal doszczętnie zniszczył budynek przy ul. Rembielińskiego.
Zespół specjalistów, z udziałem ekspertów m.in. z dziedzin pożarnictwa i budownictwa zdecyduje, kiedy rozpoczną się oględziny pogorzeliska.
Hala prawdopodobnie do rozbiórki
Hala prawdopodobnie będzie do rozbiórki. Jak mówił administrator hali, Paweł Zieliński zawalił się dach, ściany wykrzywiły się pod wpływem wysokiej temperatury. Ogień tak bardzo uszkodził budynek, iż nie nadaje się do remontu.
Pożar hali usługowo-magazynowej w Płocku na ul. Rembielińskiego wybuchł w poniedziałek wieczorem. Ogień początkowo objął cały budynek o wymiarach około 80 na 100 metrów, w którym znajdowało się kilkanaście punktów usługowych oraz magazynowych. W wyniku pożaru większa część dachu hali zawaliła się. Kilkudziesięciu mieszkańców tego bloku zostało czasowo ewakuowanych, ale jeszcze w poniedziałek wieczorem, wrócili oni do swoich mieszkań. Nikt nie wymagał pomocy medycznej.
Ze względu na gęste zadymienie stan powietrza był cały czas monitorowany przez Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego. Do bieżącego monitorowania sytuacji związanej z pożarem i koordynowania działań wykorzystano też drony. Dym z pożaru do zapadnięcia zmroku widoczny był w całym Płocku, a choćby z odległości kilku kilometrów od jego granic.

2 godzin temu








