Tysiące Polaków właśnie dowiaduje się, iż przez lata łamały prawo. Do skrzynek trafiają oficjalne pisma przypominające o przepisach, które obowiązują od ponad dwóch dekad, ale były masowo ignorowane. Butla gazowa, którą trzymasz w kuchni jako wygodne źródło energii, może kosztować cię wszystko – od mandatu przez gigantyczne odszkodowania aż po wyrok skazujący.

Fot. Warszawa w Pigułce
Zakopane zaczęło, reszta Polski się budzi
Ronald Szczygieł, prezes Zakopiańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, wysłał do swoich lokatorów pismo, które zacytował Tygodnik Podhalański. Treść nie pozostawia miejsca na niedomówienia. Używanie butli z gazem płynnym w budynkach wielorodzinnych jest w większości przypadków całkowicie zakazane, a mieszkańcy często nie mają o tym najmniejszego pojęcia. Problem dotyczy setek tysięcy, a może i milionów gospodarstw domowych, które z różnych powodów korzystają z butli. Dla jednych to oszczędność, dla innych brak alternatywy, bo budynek nie ma przyłącza do sieci gazowej. Dla wszystkich może się to skończyć prawdziwym koszmarem.
Spółdzielnie mieszkaniowe w całym kraju rozpoczynają masową kampanię informacyjną, bo problem nagle okazał się zbyt poważny, by dalej go ignorować. Straż pożarna i służby nadzoru budowlanego mówią wprost – ryzyko wybuchu w blokach wielokondygnacyjnych z butlami gazowymi nie jest teoretyczne. To realne zagrożenie, które materializuje się kilkadziesiąt razy w roku, zostawiając za sobą zniszczone budynki, poparzonych ludzi i ofiary śmiertelne. Statystyki Państwowej Straży Pożarnej pokazują ponad sto wybuchów butli gazowych rocznie. Dane Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego są jeszcze bardziej przygnębiające – w ciągu zaledwie dwóch dekad do 2014 roku katastrofy budowlane spowodowane wybuchem gazu zabiły 57 osób i zraniły kolejne 330.
Teraz zarządcy bloków postanowili skończyć z tym procederem. Pisma trafiają do mieszkańców, służby zapowiadają kontrole, a kary finansowe i prawne czekają na tych, którzy będą dalej ignorować przepisy. Wygoda gotowania na gazie nie ma tu żadnego znaczenia. Oszczędności też nie. Liczy się tylko jedno – prawo zabraniające trzymania butli w większości bloków obowiązuje od 2002 roku i nie przewiduje żadnych wyjątków dla tych, którym jest niewygodnie się do niego dostosować.
Cztery kondygnacje albo koniec rozmowy
Pierwszy warunek jest prosty do sprawdzenia, choć wielu mieszkańców choćby nie wie, iż powinni to zrobić. Policz kondygnacje swojego budynku od poziomu gruntu w górę. jeżeli blok ma więcej niż cztery piętra nadziemne, sprawa jest definitywnie zamknięta. Butli nie wolno tam ani przechowywać, ani używać. To stanowczy komunikat Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej w Opolu, który nie pozostawia miejsca na interpretacje czy negocjacje. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 12 kwietnia 2002 roku w sprawie warunków technicznych budynków jednoznacznie wskazuje, iż instalacje gazowe zasilane gazem płynnym mogą być wykonywane wyłącznie w budynkach niskich.
Co oznacza niski budynek? Maksymalnie cztery kondygnacje nadziemne lub wysokość do 12 metrów nad poziomem terenu. Wszystko powyżej tej granicy to strefa całkowitego zakazu. Nie ma znaczenia, iż w takim budynku być może nie funkcjonuje instalacja gazu ziemnego i mieszkańcy musieliby gotować na kuchenkach elektrycznych. Przepisy są bezwzględne i nie przewidują żadnych ustępstw dla tych, którzy nie mają dostępu do gazu sieciowego. Pięciopiętrowy blok bez przyłącza gazowego? Butla nie wchodzi w grę. Pozostaje tylko elektryka.
Pułapka czai się w szczegółach sposobu liczenia kondygnacji. Poddasze użytkowe, gdzie znajdują się mieszkania, to pełnoprawna kondygnacja. Przyziemie również się liczy. W praktyce budynek, który na pierwszy rzut oka wygląda jak czteropiętrowy, może mieć pięć kondygnacji nadziemnych, jeżeli dolna kondygnacja jest częściowo zagłębiona w gruncie, ale wystaje powyżej poziomu terenu. Wtedy całkowity zakaz używania butli obowiązuje automatycznie. Mieszkaniec takiego bloku może być święcie przekonany, iż mieszka w niskim budynku i ma prawo do butli, podczas gdy w rzeczywistości od lat łamie przepisy i naraża siebie oraz sąsiadów na śmiertelne niebezpieczeństwo.
Sieć gazowa w budynku przekreśla szanse dla wszystkich
Druga zasada pozostało bardziej restrykcyjna i dotyka znacznie większej liczby mieszkańców. To samo rozporządzenie z 2002 roku kategorycznie zabrania łączenia w jednym budynku instalacji gazu ziemnego z sieci i gazu płynnego z butli. Praktyczne konsekwencje tego przepisu są druzgocące dla wielu gospodarstw domowych. jeżeli w twoim bloku funkcjonuje sieć gazowa, choćby gdy twoje konkretne mieszkanie nie jest do niej podłączone, nie możesz używać butli. Zupełnie bez znaczenia, czy budynek ma dwie kondygnacje czy dziesięć. Obecność instalacji gazu ziemnego w budynku automatycznie zakazuje butli każdemu lokatorowi.
Wyjątek przewidziano tylko dla bardzo konkretnej sytuacji – kotłowni zasilanych z sieci gazowej w budynkach do czterech kondygnacji. Poza tym nie ma żadnej furtki, żadnego wyjścia awaryjnego, żadnej możliwości negocjacji z przepisami. Instalacje zasilane gazem płynnym można wykonywać wyłącznie w niskich budynkach, które dodatkowo nie mają dostępu do gazu ziemnego. Kombinacja tych dwóch warunków eliminuje ogromną większość bloków mieszkalnych w Polsce. Praktycznie każdy większy budynek wielorodzinny wybudowany w ostatnich kilkudziesięciu latach ma sieć gazową, co oznacza totalny zakaz butli dla wszystkich mieszkańców, niezależnie od tego, czy akurat ich lokal jest podłączony do instalacji.
Wielu lokatorów dowiaduje się o tym przepisie dopiero teraz, gdy trafiają do nich pisma od zarządców. Część mieszka w swoich lokalach od dziesięcioleci i przez cały ten czas używała butli w dobrej wierze, nie zdając sobie sprawy, iż łamie prawo. Argument niewiedzy nie zadziała jednak w sądzie ani podczas kontroli straży pożarnej. Przepisy obowiązują od ponad dwóch dekad, a fakt, iż nikt wcześniej ich nie egzekwował, nie oznacza, iż przestały być wiążące. Teraz służby postanowiły skończyć z tolerancją dla masowego łamania prawa przeciwpożarowego.
Mechanizm zniszczenia ukryty w butli
Prezes Zakopiańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w swoim piśmie do lokatorów nie owijał sprawy w bawełnę. Używanie butli wbrew przepisom nie jest tylko formalnym naruszeniem regulacji budowlanych i przeciwpożarowych. To bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia wszystkich mieszkańców budynku. Osoby łamiące zakaz ponoszą pełną odpowiedzialność cywilną i karną za spowodowane szkody, zagrożenia i wypadki. Spółdzielnia jasno komunikuje, iż bezpieczeństwo ma bezwzględne pierwszeństwo przed wygodą czy oszczędnościami poszczególnych lokatorów.
Dlaczego butla gazowa w bloku jest tak niebezpieczna? Mechanizm jest prosty, a jednocześnie przerażająco skuteczny. Propan-butan, czyli gaz płynny używany w butlach, jest cięższy od powietrza. W przeciwieństwie do gazu ziemnego, który w razie wycieku unosi się w górę i może uciec przez otwarte okno, gaz z butli spływa w dół. Gromadzi się przy podłogach, w piwnicach, w szachtach instalacyjnych, w przestrzeniach międzystropowych. Tam czeka na iskrę. Wystarczy włącznik światła, palący się papieros, iskrzący kontakt elektryczny, a choćby statyczne naładowanie odzieży. Wybuch jest natychmiastowy, gwałtowny i niemal zawsze katastrofalny w skutkach.
W budynku wielorodzinnym gaz z nieszczelnej butli może wędrować przez instalacje i przeciekać do mieszkań sąsiadów. Rodzina na drugim piętrze może nie mieć pojęcia, iż w piwnicy gromadzi się wybuchowa mieszanka, którą spowodował wyciek z butli trzymanej nielegalnie przez lokatora z czwartego piętra. Gdy dojdzie do eksplozji, siła wybuchu może zniszczyć konstrukcję nośną budynku, wywołać zawalenie fragmentu ściany lub stropu, spowodować pożar rozprzestrzeniający się na kolejne lokale. W najgorszym scenariuszu cały budynek może stać się niezdatny do zamieszkania, a ofiary mogą liczyć w dziesiątki.
Precedensy, które zmuszają do działania
Przypadki takich tragedii nie są teoretyczne. W listopadzie 2025 roku w Braniewie na Warmii doszło do wybuchu butli z gazem propan-butan w mieszkaniu na czwartym piętrze. Eksplozja była na tyle silna, iż zniszczyła dwie ściany zewnętrzne budynku – z przodu i z tyłu odpadły całe fragmenty konstrukcji. Ewakuowano około 50 mieszkańców, jedna osoba trafiła do szpitala z poparzeniami. W grudniu 2025 roku pod Oleśnicą na Dolnym Śląsku wybuchła butla w domu w Drołtowicach. Dwie osoby zostały ciężko ranne, mężczyzna w stanie krytycznym trafił do szpitala w Nowej Soli, kobieta do Siemianowic Śląskich. Dom został tak poważnie zniszczony, iż nie nadaje się do zamieszkania.
W maju 2025 roku w miejscowości Piszczac w powiecie bialskim wybuchła 11-kilogramowa butla z gazem w mieszkaniu na pierwszym piętrze bloku. Zniszczone zostały drzwi i okna w kilku mieszkaniach oraz na klatce schodowej. Ewakuowano 10 osób. Poszkodowany 67-latek w stanie ciężkim został przetransportowany śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala. Takie zdarzenia mają miejsce dziesiątki razy w roku w całej Polsce. Każde z nich mogło się skończyć jeszcze gorzej, gdyby eksplozja była silniejsza lub gdyby w budynku przebywało więcej ludzi.
Strażacy mają dosyć wyjazdów do wybuchów, którym można było łatwo zapobiec przez zwykłe przestrzeganie przepisów. Dlatego właśnie spółdzielnie mieszkaniowe zdecydowały się na intensywną kampanię przypominającą o zakazie używania butli. To nie formalne działanie dla zasady. To desperacka próba zapobieżenia kolejnym tragediom, które są całkowicie niepotrzebne i wynikają wyłącznie z niewiedzy lub bezmyślności lokatorów. Nikt nie myśli, iż akurat jemu się to przytrafi, iż akurat jego butla wybuchnie. Wszyscy uważają, iż są ostrożni i wszystko mają pod kontrolą. Problem w tym, iż zawory psują się mimo zachowania środków ostrożności, węże pękają bez widocznego powodu, a wystarczy kilka godzin niewielkiego wycieku, by w mieszkaniu powstała bomba czekająca na zapalnik.
Konsekwencje prawne i finansowe bez litości
Zacznijmy od najprostszej kary – mandatu. Straż pożarna może ukarać cię kwotą do 500 złotych na miejscu podczas kontroli. To jednak tylko rozgrzewka przed prawdziwymi problemami. jeżeli sprawa trafi do sądu, grzywna może wzrosnąć do 5000 złotych. To już jest odczuwalne finansowo, ale wciąż nic w porównaniu do tego, co może cię czekać, jeżeli dojdzie do wybuchu lub pożaru. Wtedy odpowiadasz za całą szkodę, bez żadnych ograniczeń. Remont zniszczonego budynku, odszkodowania dla poszkodowanych sąsiadów, koszty tymczasowego zakwaterowania ewakuowanych rodzin, utracone mienie, koszty leczenia rannych – wszystko to spada na ciebie.
Łatwo przekroczyć pół miliona złotych szkody w średniej wielkości budynku wielorodzinnym. A jeżeli wybuch spowoduje poważne uszkodzenia konstrukcyjne wymagające gruntownej przebudowy, suma może osiągnąć miliony złotych. Twoje ubezpieczenie mieszkania nie zadziała, bo żadna polisa nie obejmuje szkód wynikłych z rażącego naruszenia przepisów przeciwpożarowych i budowlanych. Ubezpieczyciel odmówi wypłaty, a ty zostaniesz z długiem, którego nie spłacisz przez resztę życia. Wspólnota mieszkaniowa lub poszkodowani sąsiedzi mogą wystąpić przeciwko tobie z pozwem cywilnym i uzyskać tytuł wykonawczy do zajęcia twojego wynagrodzenia, kont bankowych i majątku.
To jednak nie koniec. Prokuratura może postawić ci zarzut z artykułu 163 Kodeksu karnego – sprowadzenie niebezpieczeństwa powszechnego. To przestępstwo zagrożone karą do 8 lat pozbawienia wolności. jeżeli w wyniku wybuchu ktoś zginie, górna granica kary idzie w górę do 12 lat więzienia. Nie ma znaczenia, iż nie miałeś złych intencji, iż po prostu chciałeś zaoszczędzić na rachunkach lub nie mogłeś podłączyć się do sieci gazowej. Świadome łamanie przepisów przeciwpożarowych, które doprowadziło do katastrofy, skutkuje odpowiedzialnością karną. Sąd nie będzie patrzył na twoją sytuację materialną czy brak alternatyw. Będzie patrzył na skutki twojego działania.
Dodatkowo zarządca może wypowiedzieć ci umowę najmu, jeżeli lokal wynajmujesz. Spółdzielnia może wykluczyć cię z członków, jeżeli mieszkanie jest spółdzielcze. W najlepszym przypadku zostaniesz bez dachu nad głową i z ogromnym długiem. W najgorszym trafisz do więzienia, a po wyjściu i tak będziesz spłacać szkody przez kolejne lata lub dekady. Wszystko to za jedno urządzenie stojące w kuchni, którego używanie było nielegalne od ponad dwudziestu lat.
Jak sprawdzić, czy prawo dotyczy twojego budynku
Pierwszym krokiem jest ustalenie, ile kondygnacji ma twój blok. Liczysz od parteru w górę, wliczając poddasze użytkowe z mieszkaniami, ale pomijając piwnice. Przyziemie, jeżeli wystaje powyżej poziomu gruntu, liczy się jako kondygnacja. jeżeli wychodzi ci pięć lub więcej, możesz przestać czytać dalej – butle są u ciebie zakazane bez żadnych wyjątków. jeżeli budynek ma cztery kondygnacje lub mniej, przechodzimy do drugiego warunku.
Musisz sprawdzić, czy w budynku istnieje instalacja gazu ziemnego. To kluczowe, bo obecność sieci gazowej w budynku automatycznie zakazuje butli wszystkim lokatorom, niezależnie od tego, czy twoje mieszkanie jest podłączone. Informację uzyskasz u zarządcy, w dokumentach najmu lub po prostu pytając sąsiadów. jeżeli choćby jedno mieszkanie w budynku ma przyłącze do gazu ziemnego, sprawa jest przesądzona. jeżeli natomiast budynek jest niski i nie ma w ogóle instalacji gazowej, teoretycznie masz prawo używać butli, ale tylko przy spełnieniu szeregu dodatkowych warunków technicznych i bezpieczeństwa.
Gdy okaże się, iż używanie butli jest u ciebie nielegalne, masz trzy opcje. Pierwsza – podłączenie się do istniejącej sieci gazowej w budynku, jeżeli taka istnieje i jeżeli jest to technicznie możliwe. Koszt takiego przyłącza to kilka tysięcy złotych, ale daje ci legalny dostęp do gazu i kończy problem. Druga opcja – przejście na sprzęt elektryczny. Płyta indukcyjna lub ceramiczna, piekarnik elektryczny, czajnik. Początkowy koszt zakupu urządzeń jest odczuwalny, ale eksploatacja nie jest znacząco droższa od gazu, a zyskujesz bezpieczeństwo i legalność. Trzecia opcja – znalezienie innego mieszkania, gdzie używanie butli jest dozwolone. Innych legalnych rozwiązań po prostu nie ma.
Elektryka zamiast gazu nie rujnuje budżetu
Przejście z gazu na prąd boli portfel przy zakupie sprzętu, ale potem różnica w kosztach eksploatacji nie jest dramatyczna. Przyzwoita płyta indukcyjna to wydatek od 1200 do 2500 złotych. Tańsza kuchenka ceramiczna zaczyna się od 700 złotych. jeżeli trzeba wzmocnić instalację elektryczną lub wymienić gniazdka, dodaj około 400 do 800 złotych za pracę elektryka. To jednorazowy wydatek, który daje ci spokój na lata.
Indukcja jest wydajniejsza energetycznie od ceramiki. Woda wrze prawie dwukrotnie szybciej, energia nie ucieka na boki, bo płyta grzeje tylko dno naczynia. Musisz tylko sprawdzić, czy twoje garnki mają odpowiednie ferrytyczne dno – magnes powinien się do nich przyczepić. jeżeli nie, dokup nowy zestaw za około 300 złotych. Rachunki za prąd wzrosną, ale mniej niż mogłoby się wydawać. Rodzina czteroosobowa zużywa na gotowanie około 60 do 90 kilowatogodzin miesięcznie. Przy obecnych taryfach to koszt od 85 do 130 złotych. Butla za 100 złotych wystarcza na dwa, maksymalnie trzy miesiące. Różnica w kosztach użytkowania jest więc minimalna, czasem choćby na korzyść prądu, zwłaszcza przy efektywnej indukcji.
Do tego dochodzi bezpieczeństwo, którego nie da się przeliczyć na złotówki. Płyta indukcyjna wyłącza się automatycznie po zdjęciu garnka. Nie ma otwartego płomienia, nie ma ryzyka wycieku gazu, nie ma możliwości wybuchu. Dla rodzin z małymi dziećmi to argument nie do przebicia. choćby jeżeli dziecko przypadkowo włączy płytę, bez naczynia na powierzchni nie dojdzie do żadnego zagrożenia. Z butlą gazową każdy dzień to potencjalne ryzyko katastrofy, która może zniszczyć nie tylko twoje mieszkanie, ale cały budynek i życie dziesiątek ludzi.
Co grozi za dalsze ignorowanie przepisów
Zarządcy nie wysyłają pism dla zabawy. Służby zapowiadają kontrole, które rozpoczną się już w najbliższych miesiącach. Straż pożarna ma prawo wejść do mieszkania, jeżeli istnieje podejrzenie zagrożenia dla życia lub zdrowia. jeżeli odmówisz wpuszczenia strażaków, mogą wezwać policję i otworzyć mieszkanie siłą w obecności świadków. Znalezione butle zostaną zabezpieczone, dostaniesz nakaz ich usunięcia i zakaz dalszego używania. jeżeli nie zastosujesz się do nakazu, sprawa trafi do prokuratury i wtedy czekają cię już nie mandaty, tylko postępowanie karne.
Pamiętaj, iż odpowiedzialność jest osobista i nie da się jej uniknąć. choćby jeżeli wszyscy sąsiedzi też mają butle i nikt ich nie kontrolował przez lata, to nie jest argument w sądzie. Masowe łamanie prawa nie czyni go mniej obowiązującym. Wystarczy jeden wybuch, jedna tragedia, i wszyscy, którzy wiedzieli o nielegalnych butlach i nic nie zrobili, mogą odpowiadać przed wymiarem sprawiedliwości. Czas działa przeciwko tobie. Im dłużej czekasz z legalizacją swojej sytuacji, tym większe ryzyko kontroli i konsekwencji. Spółdzielnie już wysłały pisma. Służby przygotowują się do działania. Czy naprawdę chcesz ryzykować wszystko dla wygody gotowania na gazie?

10 godzin temu









