Klimat prawdziwej, dramatycznej akcji ratunkowej – tak w uproszczeniu można opisać to, co działo się 29 czerwca i 1 lipca na popularnych kąpieliskach Zalew Biszcza-Żary oraz Zalew Bojary. Strażacy nie mieli taryfy ulgowej. Scenariusze ćwiczeń odtwarzały najbardziej niebezpieczne sytuacje, jakie mogą wydarzyć się nad i pod wodą.Głównym celem była perfekcyjna koordynacja i błyskawiczna ewakuacja poszkodowanych. Równolegle do działań na powierzchni, gdzie instruktorzy wyciskali siódme poty z załóg łodzi ratowniczych, w głębinach trwała cicha i piekielnie trudna
misja.CZYTAJ TEŻ: Eliza Bielak zdała egzamin. Rekord życiowy zawodniczki Znicza Biłgoraj– W ratownictwie wodnym błędy nie wybaczają. Widoczność pod wodą bywa bliska zeru, a presja czasu jest ogromna. Dlatego ćwiczymy w warunkach identycznych jak podczas realnych tragedii – podkreślają uczestnicy manewró
w.Najbardziej widowiskowym, a zarazem wymagającym elementem trzydniowych zmagań były działania Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wodno-Nurkowego. Poligonem dla „podwodnych komandosów” stało się dno biłgorajskich zalewó
w.Co dokładnie ćwiczyli nurkowie? Trenowali techniki poszukiwawcze – odnajdywanie osób i zatopionych przedmiotów przy minimalnej widoczności, a także komunikację podwodną – bezpieczne schodzenie pod wodę i idealną współpracę z załogą asekurującą na brzegu oraz na łodziach. Ćwiczono również dynamiczną ewakuację poszkodowanych z toni wodnej na pokład jednostek
motorowych.Te ćwiczenia to nie przypadek – początek wakacji to dla ratowników okres najwyższej gotowości. Dzięki morderczym treningom biłgorajscy strażacy utrzymują najwyższy poziom operacyjny. Dla mieszkańców regionu i turystów wypoczywających nad zalewami to jasny sygnał: nad naszym bezpieczeństwem czuwają najlepiej wyszkoleni profesjonaliści, gotowi do akcji w każdych, choćby najtrudniejszych warunkach!