Do dramatu doszło 16 stycznia 2026 roku. Ojciec rodziny zdołał wynieść z płonącego domu dwójkę młodszych dzieci, ale nie udało mu się uratować żony i starszego syna. Kobieta próbowała ratować niepełnosprawnego chłopca, jednak oboje zginęli.
Jak poinformował prokurator Maciej Meler, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, biegły wykluczył zwarcie instalacji elektrycznej, samozapłon oraz podpalenie. Jako najbardziej prawdopodobną przyczynę pożaru wskazano awarię zabawki zasilanej ogniwem bateryjnym. Ze względu na wysoka temperaturę zabawka stopiła się do tego stopnia, iż nie udało się ustalić jej dokładnego kształtu ani modelu.
– Źródło inicjacji pożaru miało charakter przypadkowy i nie było związane z działaniem człowieka – podkreślił prokurator Meler w rozmowie z Fakt.pl
Zgromadzony materiał dowodowy nie dał podstaw, by postawić komukolwiek zarzuty, choćby nieumyślnego spowodowania pożaru. W związku z tym śledztwo zostało umorzone.
Sprawa wstrząsnęła całą okolicą. Rodzina straciła w pożarze dwie najbliższe osoby, a ojciec musiał samotnie zająć się dwójką ocalałych dzieci.
To kolejna tragedia w Polsce, która pokazuje, jak niebezpieczne mogą być pozornie nieszkodliwe zabawki zasilane bateriami, szczególnie w domach, gdzie przebywają małe dzieci lub osoby niepełnosprawne.
Rodzina zmarłych otrzymała wsparcie psychologiczne i materialne od lokalnych władz oraz organizacji pozarządowych.

2 godzin temu








