Atakuje w zimie i zbiera ponure żniwo. Strażacy ostrzegają: wystarczy chwila

3 godzin temu

Polacy zainwestowali w dodatkowe grzejniki, piecyki i uszczelnili okna. Liczą każdy grosz za ogrzewanie podczas mroźnej zimy. Nikt nie mówi im, iż jeden prosty błąd może kosztować ich życie. Straż pożarna odnotowała już setki zdarzeń i kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych.

Fot. Warszawa w Pigułce

Styczeń 2026 zapisał się jako jeden z najzimniejszych miesięcy ostatnich lat. Średnia temperatura wyniosła minus 7 stopni Celsjusza, a w wielu regionach termometry pokazywały choćby minus 20 stopni. Ludzie zaczęli oszczędzać na ogrzewaniu jak mogli. Zatykali kratki wentylacyjne, bo z nich „wiało”, montowali dodatkowe piecyki wszędzie gdzie się da, uszczelniali okna taśmami. Każdy ruch miał obniżyć rachunki. Nikt nie pomyślał o konsekwencjach.

Od początku sezonu grzewczego, czyli od 1 października 2025 roku, straż pożarna odnotowała prawie 2000 zdarzeń związanych z emisją tlenku węgla w budynkach mieszkalnych. Kilkadziesiąt osób zginęło, setki trafiły do szpitali. To nie są suche statystyki – to konkretne rodziny, które uwierzyły iż mogą bezpiecznie zaoszczędzić na ogrzewaniu.

Papier na kratce, śmierć w łazience

30 stycznia w Strzyżowicach w powiecie będzińskim ratownicy znaleźli ciało starszego mężczyzny. Żona odkryła go nieprzytomnego po powrocie do domu. Strażacy wykonali pomiar stężenia czadu – miernik pokazał 1800 ppm. To śmiertelna dawka. — Maksymalne wskazanie urządzenia wskazywało stężenie 1800 ppm tlenku węgla w powietrzu, co stanowi bezpośrednie zagrożenie dla życia. Według wstępnych ustaleń pracujących na miejsce strażaków, źródłem czadu był kocioł centralnego ogrzewania na opał stały — powiedział Oficer Dyżurny z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Będzinie redakcji 24Zagłębie.

Dzień wcześniej w tym samym województwie interweniowali w czteroosobowej rodzinie z dziećmi. Znaleźli ich w mieszkaniu nieprzytomnych, ale udało się ich uratować. Jeszcze wcześniej, w połowie stycznia, w Chełmnie służby odkryły ciała kobiety i trójki jej dzieci. Pomiary wykazały bardzo wysokie stężenie czadu, który gromadził się tam przez dłuższy czas.

To tylko kilka przypadków z 10 ofiar śmiertelnych w województwie śląskim od początku sezonu. W samym tylko styczniu, do 21 dnia miesiąca, straż pożarna interweniowała przy 54 zdarzeniach związanych z tlenkiem węgla. 3 osoby nie przeżyły, 14 zostało podtrutych. Kolejne tygodnie były równie tragiczne – od początku stycznia do końca miesiąca odnotowano 175 zdarzeń związanych z czadem, w których prawie 60 osób zostało poszkodowanych.

Rzecznik Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, st. bryg. Karol Kierzkowski ostrzega wprost: — Pożary i zatrucia tlenkiem węgla są największym zagrożeniem tej zimy.

Zimno, to zalepię kratkę

Większość zatruć ma jeden wspólny mianownik. Ludzie podczas mrozów zatykają kratki wentylacyjne. Czasem kartką papieru, czasem taśmą, czasem kupują specjalne zatyczki. Argumentacja zawsze ta sama – z kratki wieje, mieszkanie się wychładza, rachunki rosną. Ta pozorna oszczędność może kosztować życie.

Łazienka w przeciętnym mieszkaniu ma około 8 metrów sześciennych. Po odjęciu przestrzeni zajętej przez wannę, pralkę i meble zostaje jakieś 5 metrów sześciennych powietrza. Tymczasem piecyk gazowy potrzebuje 45 metrów sześciennych świeżego powietrza na godzinę. jeżeli kratka wentylacyjna jest zatkana, tej wymiany nie ma. Tlenek węgla zaczyna się gromadzić.

Zimą sytuacja staje się jeszcze gorsza. Kanały wentylacyjne wyziębiają się, zimne powietrze i spaliny zamiast odpływać na zewnątrz opadają w dół i wylatują z powrotem do mieszkania. Przy szczelnie zamkniętych oknach i zatkanych kratkach wentylacja praktycznie przestaje działać. Każdy oddech zmniejsza ilość tlenu w pomieszczeniu, a piecyk produkuje coraz więcej czadu.

Jarosław Łuczak, komendant Państwowej Straży Pożarnej w Strzelinie opisuje mechanizm zatrucia: — Już po pierwszych wdechach tlenku węgla można rozpoznać objawy. To głównie nudności, zawroty głowy, zaburzenia równowagi i orientacji. Zdarzają się przypadki, kiedy osoby podtrute próbują ratować się ucieczką z pomieszczenia. Strażacy znajdują wówczas zwłoki pod drzwiami.

Dogrzewam się, jak mogę

Mroźny styczeń przyniósł falę nietypowych rozwiązań grzewczych. Ludzie montowali dodatkowe piecyki elektryczne, odpalali kuchenki gazowe na pełny płomień, rozpalali w kominkach wszystko co mogło się palić. Każdy sposób był dobry, byle zaoszczędzić na głównym ogrzewaniu.

Pan Marek z Katowic wpadł na pomysł, żeby dogrzewać mieszkanie piekarnikiem gazowym. Zostawiał go włączonego na kilka godzin dziennie z otwartymi drzwiczkami. Sąsiedzi zauważyli, iż słabo reaguje, był ogłupiały i zdezorientowany. Wezwali pogotowie. Okazało się, iż przez tydzień systematycznie się zatruwa czadem. Miał szczęście – trafił na czas.

Inna rodzina z Poznania paliła w piecu na pellet absolutnie wszystkim. Plastik, meble, śmieci. Wszystko co mogło się spalić lądowało w piecu. Nie wiedzieli, iż niepełne spalanie takich materiałów produkuje ogromne ilości tlenku węgla. Kominy były zapchane sadzą i smołą, wentylacja nie działała. Ratownicy znaleźli ich nieprzytomnych. Udało się ich uratować, ale konsekwencje zdrowotne będą na całe życie.

Strażacy apelują, żeby nie palić śmieciami i plastikiem. To nie tylko nielegalne, ale przede wszystkim śmiertelnie niebezpieczne. Każde nieprawidłowe spalanie zwiększa ryzyko emisji czadu. Do tego dochodzą zapchane kominy, które uniemożliwiają odpływ spalin.

Szczelne okna, zamknięta wentylacja

Wymiana starych okien na nowe, szczelne to popularna inwestycja ostatnich lat. Producenci obiecują niższe rachunki, ciepło w domu, brak przeciągów. Nikt nie mówi o zagrożeniu. Stare okna były nieszczelne, ale właśnie te nieszczelności zapewniały minimalną wymianę powietrza potrzebną do działania wentylacji grawitacyjnej.

Nowe okna są całkowicie szczelne. jeżeli nie zamontuje się w nich nawiewników, mieszkanie staje się hermetyczną kapsułą. Wentylacja przestaje działać, bo nie ma skąd napływać świeżemu powietrzu. Zimą ludzie dodatkowo uszczelniają okna taśmami, żeby jeszcze bardziej ograniczyć straty ciepła. Efekt? Cyrkulacja powietrza praktycznie zerowa.

W takim mieszkaniu każde urządzenie spalające paliwo staje się potencjalnym źródłem zatrucia. Piecyk gazowy w łazience, kuchenka gazowa, kominek w salonie. Wszystkie potrzebują dużych ilości tlenu do prawidłowego spalania. jeżeli go nie ma, powstaje czad.

Mieszkańcy często nie wiedzą o tym zagrożeniu. Myślą iż skoro wymienili okna i mają kontrolę kominiarską, wszystko jest w porządku. Kontrola kominiarska sprawdza stan przewodów, ale nie ocenia czy wentylacja w mieszkaniu działa prawidłowo. To zupełnie osobna kwestia.

Czad nie pyta o wiek ani zdrowie

Tlenek węgla zabija demokratycznie. Nie ma znaczenia czy jesteś młody i zdrowy, czy starszy z chorobami. Czad działa na każdego tak samo. Blokuje transport tlenu w organizmie, powoduje niedotlenienie mózgu i narządów wewnętrznych. Przy wysokim stężeniu śmierć następuje w ciągu kilkunastu minut.

Najgroźniejsze jest to, iż czad nie ma zapachu, koloru ani smaku. Nie sposób go wykryć zmysłami. Pierwsze objawy zatrucia – ból głowy, zawroty, ogólne osłabienie – ludzie często mylą z grypą lub przemęczeniem. Nie domyślają się co się dzieje, a stężenie czadu cały czas rośnie.

Małe dzieci są szczególnie narażone. Ich organizm szybciej wchłania tlenek węgla, a objawy narastają gwałtowniej. U niemowląt jedynym objawem mogą być wymioty. Rodzice myślą iż to kolka lub przeziębienie, a dziecko systematycznie się zatruwwa.

St. bryg. Karol Kierzkowski podkreśla, iż przy dużym stężeniu czadu nie ma żadnych objawów. — Po prostu traci się przytomność — ostrzega rzecznik PSP. Człowiek zasypia i już się nie budzi. Nie ma czasu w reakcję, nie ma szansy na ucieczkę.

Czujnik za 50 złotych może uratować życie

Jedynym skutecznym sposobem wykrycia czadu jest elektroniczny czujnik. Urządzenie kosztuje od 50 do 300 złotych, w zależności od producenta i funkcjonalności. Najtańsze modele z dyskontów często zawodzą – mają zbyt małą czułość albo w ogóle nie działają. Lepiej zainwestować w certyfikowany czujnik zgodny z normą PN-EN 50291.

Czujnik trzeba zamontować we adekwatnym miejscu. Nie na suficie, jak wielu ludzi myśli. Czad po wychłodzeniu opada w dół i gromadzi się w środkowych i dolnych partiach pomieszczenia. W sypialni czujnik powinien wisieć na wysokości 70-100 cm nad podłogą, w pobliżu łóżka. W łazience i kuchni – na wysokości 1,5-1,9 metra, w odległości 1-3 metrów od urządzenia grzewczego.

Czujnika nie wolno montować przy oknach, drzwiach, kratkach wentylacyjnych ani nawiewach. Tam przepływ powietrza może zakłócać jego działanie. Nie może też wisieć za zasłonami, meblami ani w „martwych strefach” gdzie cyrkulacja powietrza jest ograniczona.

Jakość czujnika ma znaczenie. Tańsze modele często mają żywotność zaledwie 2-3 lata, potem przestają być wiarygodne. Droższe, certyfikowane urządzenia działają przez 7-10 lat i mają wbudowaną baterię. Różnica kilkudziesięciu złotych może się przełożyć na skuteczność alarmu w krytycznym momencie.

Od 1 stycznia 2030 roku czujniki czadu będą obowiązkowe we wszystkich budynkach mieszkalnych w Polsce. Hotele, pensjonaty i obiekty noclegowe muszą je mieć już od 30 czerwca 2026 roku. To dobry moment żeby nie czekać na wymuszenie prawem i zainstalować czujnik od razu.

Co zrobić gdy alarm piszczy

Jeśli czujnik czadu zaczyna piszczeć, nie ma czasu w zastanawianie się. Trzeba działać natychmiast. Najpierw otworzyć wszystkie okna i drzwi, zapewnić intensywną wentylację. Następnie wyłączyć wszystkie urządzenia grzewcze – piece, piecyki, kuchenki. Nie włączać światła ani innych urządzeń elektrycznych, bo iskra może spowodować wybuch jeżeli w powietrzu są inne gazy.

Ewakuować wszystkich domowników na zewnątrz budynku. Nie pozwalać nikomu wracać do środka. Wezwać straż pożarną pod numer 998 lub 112. Poczekać aż przybędą służby, wykonają pomiary i potwierdzą iż można bezpiecznie wrócić.

Jeśli ktoś stracił przytomność, najpierw wynieść go na świeże powietrze. Rozluźnić ubranie – rozpiąć pasek, guziki, ale nie rozbierać całkowicie żeby nie dopuścić do wychłodzenia. Ułożyć w pozycji bezpiecznej na boku. jeżeli nie oddycha, rozpocząć resuscytację – sztuczne oddychanie i masaż serca. Równolegle wezwać pogotowie.

Nie wolno bagatelizować choćby łagodnych objawów. Ból głowy, zawroty, mdłości, metaliczny smak w ustach – to sygnały iż coś jest nie tak. jeżeli objawy dotyczą wszystkich domowników jednocześnie, to niemal pewne iż to czad. Trzeba natychmiast przewietrzyć pomieszczenie i wyjść na zewnątrz.

Kominiarz to nie wszystko

Kontrola kominiarska sprawdza drożność i szczelność przewodów kominowych. To obowiązkowe minimum, bez którego nie można bezpiecznie użytkować urządzeń grzewczych. Ale sama kontrola nie gwarantuje bezpieczeństwa przed czadem. Kominiarz nie sprawdza czy wentylacja w mieszkaniu działa prawidłowo, czy kratki są otwarte, czy okna mają nawiewniki.

Przewody kominowe trzeba czyścić w zależności od rodzaju paliwa. Węgiel, drewno, pellet – 4 razy w roku, czyli co 3 miesiące. Gaz lub olej – 2 razy w roku. Przewody wentylacyjne – raz w roku. Sam przegląd przez uprawnionego kominiarza minimum raz na 12 miesięcy. Zaniedbanie tych terminów skutkuje karami do 5000 złotych grzywny.

Największe zagrożenie to niedrożne kominy. Sadza, smoła, ptasie gniazda, kawałki cegieł – wszystko to może zatkać przewód i uniemożliwić odpływ spalin. Wtedy czad wraca do mieszkania. Dlatego regularne czyszczenie to nie fanaberia, tylko konieczność.

Trzeba też sprawdzać wentylację. Prosty test – przyłożyć kartkę papieru do kratki wentylacyjnej. jeżeli nic nie zakłóca wentylacji, kartka powinna przywrzeć do otworu. jeżeli nie przywiera albo odpada, wentylacja nie działa. To sygnał żeby wzywać specjalistę.

Nie zasłaniaj, nie zatykaj, nie uszczelniaj

Podstawowe zasady bezpieczeństwa brzmią banalnie, ale większość zatruć wynika właśnie z ich lekceważenia. Nie wolno zasłaniać ani zatykać kratek wentylacyjnych. Nie papierem, nie taśmą, nie specjalnymi zatyczkami. Kratki muszą być cały czas drożne. Straty ciepła przez wentylację są nieuniknione, ale to cena za bezpieczeństwo.

Nie wolno nadmiernie uszczelniać mieszkania. Nowe okna powinny mieć nawiewniki. Stare okna nie powinny być dodatkowo uszczelniane taśmami w sposób eliminujący całkowicie przepływ powietrza. Minimalna wymiana musi być zapewniona. Drzwi do łazienki i WC muszą mieć otwory wentylacyjne w dolnej części – nie wolno ich zasłaniać ani zamykać.

Nie wolno palić śmieciami, plastikiem ani innymi odpadami. Tylko paliwo przewidziane dla danego urządzenia. Węgiel do pieca węglowego, drewno do kominka, gaz do piecyka gazowego. Żadnych eksperymentów, żadnego „pali się przecież”. Niepełne spalanie odpadów produkuje ogromne ilości tlenku węgla.

Trzeba regularnie wietrzyć. choćby zimą, choćby gdy za oknem mróz. Kilka minut intensywnego przewietrzenia kilka razy dziennie to minimum. Szczególnie ważne w pomieszczeniach gdzie odbywa się spalanie – kuchnia, łazienka z piecykiem, pokój z kominkiem.

Nie zostawiać samochodu z włączonym silnikiem w zamkniętym garażu. Spaliny gwałtownie wypełniają zamkniętą przestrzeń. choćby krótki postój przy włączonym silniku może skończyć się tragedią.

Mroźna zima nie usprawiedliwia lekkomyślności. Oszczędność na ogrzewaniu nie może odbywać się kosztem bezpieczeństwa. Zatykanie kratek, uszczelnianie okien taśmami, dogrzewanie się niesprawnymi urządzeniami – to rosyjska ruletka. Może się skończyć tylko rachunkiem za prąd, ale może też kosztować życie całej rodziny.

Idź do oryginalnego materiału