W piątek, 3 lipca, przed godziną 7:00 rano rzeszowscy strażacy otrzymali zgłoszenie o silnym zadymieniu oraz płomieniach wydobywających się z okien wielorodzinnego budynku przy ulicy Twardowskiego. Sytuacja na miejscu rozwijała się niezwykle dynamicznie. Z powodu błyskawicznie rozprzestrzeniającego się pożaru, klatka schodowa została całkowicie odcięta przez toksyczny dym, co uniemożliwiło lokatorom samodzielne opuszczenie zagrożonej strefy. Większość mieszkańców bloku zdołała samodzielnie opuścić obiekt jeszcze przed przybyciem służb ratunkowych. Wyjątkiem były dwie osoby przebywające w płonącym mieszkaniu na drugim piętrze. Ponieważ ogień całkowicie objął przedpokój, lokatorzy zostali uwięzieni w pułapce. Przed szalejącym żywiołem i dymem musieli schronić się na balkonie, oczekując na ratunek.
Ewakuacja z wysokości. Służby w akcji
Na miejsce zdarzenia natychmiast zadysponowano znaczne siły ratownicze: 5 zastępów Państwowej Straży Pożarnej oraz 1 zastęp OSP Rzeszów-Słocina (w akcji pomagali również strażacy z OSP Rzeszów-Drabinianka). Po przybyciu pod wskazany adres dowódca akcji podjął decyzję o przeprowadzeniu natychmiastowej ewakuacji wysokościowej. Do balkonu przystawiono drabinę mechaniczną, dzięki której strażacy sprowadzili zagrożonych mieszkańców w bezpieczne miejsce. Poszkodowani zostali niezwłocznie przekazani zespołowi ratownictwa medycznego i przetransportowani do rzeszowskiego szpitala na obserwację ze względu na odniesione obrażenia oraz ryzyko silnego podtrucia toksycznymi produktami spalania. Dzięki sprawnie i gwałtownie przeprowadzonej akcji gaśniczej pożar opanowano w zarodku, co zapobiegło rozprzestrzenieniu się ognia na pozostałą część budynku.
Równolegle z działaniami gaśniczymi i ewakuacyjnymi pomocy poszkodowanym udzielał zespół ratownictwa medycznego. Właściciele lokalu, z uwagi na odniesione obrażenia oraz ryzyko silnego podtrucia gazami pożarowymi, zostali niezwłocznie przetransportowani do rzeszowskiego szpitala.
Eksplozja podczas ładowania. Zawiodła bateria jednośladu
Pracujący na miejscu specjaliści gwałtownie zlokalizowali źródło ognia. Okazał się nim wybuch akumulatora litowo-jonowego w hulajnodze elektrycznej, która w momencie zdarzenia była podpięta do ładowania. Siła eksplozji sprawiła, iż płomienie w ułamku sekundy objęły elementy wyposażenia wnętrza, nie dając mieszkańcom żadnych szans na samodzielne stłumienie pożaru.
Czytaj również:
Strażacy apelują o rozwagę. Jak bezpiecznie ładować hulajnogi?
Wypadek w Rzeszowie to kolejny przykład wpisujący się w niepokojący trend pożarów urządzeń transportu osobistego. Państwowa Straż Pożarna regularnie apeluje o rozwagę podczas eksploatacji pojazdów z bateriami litowo-jonowymi.
Eksperci przypominają, by nigdy nie pozostawiać ładującego się sprzętu bez nadzoru (szczególnie w nocy), nie blokować nimi dróg ewakuacyjnych oraz unikać korzystania z tanich, pozbawionych certyfikatów zamienników ładowarek. Wszelkie niepokojące sygnały, takie jak deformacja obudowy baterii czy jej nadmierne nagrzewanie się, powinny być sygnałem do natychmiastowego zaprzestania użytkowania sprzętu.

2 godzin temu








