30 czerwca 2026 to ostateczny termin. Część właścicieli już teraz musi działać już teraz. Brak reakcji grozi karą do 5 tysięcy złotych i odmową wypłaty odszkodowania.

Fot. Warszawa w Pigułce
Rozporządzenie ministra spraw wewnętrznych i administracji z 21 listopada 2024 roku weszło w życie 23 grudnia ubiegłego roku. Od tego momentu każdy nowy budynek mieszkalny oddawany do użytku musi być wyposażony w czujniki dymu, a w przypadku posiadania urządzeń grzewczych spalających paliwo – również w czujniki tlenku węgla. Minął niespełna miesiąc od wprowadzenia obowiązku i już widać konsekwencje. Deweloperzy dokładają do kosztów budowy setki złotych na czujniki, budowniczowie domów jednorodzinnych muszą uwzględnić te urządzenia w projektach, a osoby wykańczające mieszkania sprawdzają, gdzie najlepiej je zamontować.
Kto już musi mieć czujniki zainstalowane
Od 23 grudnia 2024 roku obowiązek dotyczy wszystkich nowych budynków mieszkalnych. jeżeli ktoś oddał mieszkanie do użytku po tej dacie bez zamontowanych czujników, naraża się na odmowę odbioru przez Państwową Straż Pożarną, co skutkuje brakiem możliwości legalnego użytkowania lokalu. Przepisy nie pozostawiają wyjątków. Każde nowe mieszkanie, dom, pokój w budynku wielorodzinnym – wszystko musi być wyposażone w co najmniej jedną autonomiczną czujkę dymu. jeżeli w lokalu znajduje się piec, kocioł gazowy, kominek lub jakiekolwiek urządzenie spalające paliwo stałe, ciekłe czy gazowe, dodatkowo wymagana jest czujka tlenku węgla.
Równocześnie, od 1 stycznia 2026 roku – czyli już od 17 dni – obowiązują nowe wymogi dla budynków handlowych, produkcyjnych i magazynowych. Właściciele tych obiektów muszą oznaczyć miejsca połączenia ściany oddzielenia przeciwpożarowego ze ścianą zewnętrzną i dachem. Choć nie dotyczy to bezpośrednio mieszkań, pokazuje skalę zmian wprowadzanych przez ministerstwo. System bezpieczeństwa przeciwpożarowego przechodzi największą modernizację od dekad. Tragedia pożaru Marywilskiej 44 w Warszawie pokazała, jak istotne znaczenie ma prawidłowe oznakowanie ścian przeciwpożarowych dla działań ratunkowych. Nowe przepisy to bezpośrednia odpowiedź na tamte wydarzenia.
Pięć miesięcy dla właścicieli i hoteli
30 czerwca 2026 roku to kluczowa data dla tysięcy właścicieli mieszkań i pokoi wynajmowanych krótkoterminowo. Od tego dnia każde miejsce noclegowe oferowane gościom – niezależnie czy przez platformy czy w tradycyjny sposób – musi posiadać zainstalowane czujniki dymu i tlenku węgla. Rozporządzenie traktuje krótkoterminowy najem jako usługi hotelarskie, nakładając na nie takie same wymogi bezpieczeństwa jak na hotele, pensjonaty czy hostele. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych wyjaśnia dlaczego ta kategoria została objęta surowszymi terminami. Przy krótkoterminowym najmie mamy do czynienia z udostępnianiem pomieszczeń osobom, które nocują tam po raz pierwszy, nie znają budynku ani rozwiązań z zakresu ochrony przeciwpożarowej. Goście hotelowi czy najemcy nie wiedzą, gdzie znajdują się wyjścia ewakuacyjne, jak działa wentylacja, gdzie stoi gaśnica.
Do 30 czerwca właściciele muszą zakupić certyfikowane czujniki, zamontować je zgodnie z zaleceniami oraz przetestować działanie. Czujnik dymu najlepiej umieszczać na suficie w korytarzach i strefach komunikacyjnych, z dala od kuchni i źródeł pary wodnej. Czujniki tlenku węgla powinny znaleźć się w pomieszczeniach z urządzeniami spalającymi paliwo – kotłami, piecykami, kominkami – na wysokości, gdzie powietrze równomiernie miesza się ze spalinami. Oznacza to zwykle wysokość głowy mieszkańców, około 150 do 170 centymetrów nad podłogą. Bardzo ważne jest wybieranie urządzeń certyfikowanych, spełniających normy europejskie i polskie PN-EN. Czujnik dymu musi odpowiadać normie PN-EN 14604, a czujnik tlenku węgla normie PN-EN 50291-1. Kupowanie tanich podróbek z nieznanych źródeł może zakończyć się tragedią, bo urządzenia po prostu nie zadziałają w krytycznym momencie.
Niewidzialny zabójca i pułapka dymowa
W 2024 roku w Polsce doszło do ponad 3 tysięcy 600 zdarzeń związanych z emisją tlenku węgla. Poszkodowanych zostało ponad tysiąc osób, a 32 osoby zginęły. Najwięcej wypadków miało miejsce w styczniu – 531 zdarzeń, najmniej we wrześniu – 190. Tlenek węgla, potocznie zwany czadem, to bezbarwny, bezwonny i bezsmakowy gaz powstający podczas niepełnego spalania paliw przy ograniczonym dostępie powietrza. Ludzkie zmysły nie są w stanie go wykryć. Początkowe objawy zatrucia – ból głowy, osłabienie, zawroty głowy, nudności – łatwo pomylić z przeziębieniem czy migreną. W miarę upływu czasu pojawiają się drgawki, zaburzenia rytmu serca, spowolnienie oddechu, utrata przytomności. W skrajnych przypadkach czad prowadzi do śmierci przez uduszenie.
Równie niebezpieczny okazuje się dym podczas pożaru. Wiele ofiar pożarów ginie nie od ognia, ale właśnie wskutek zatrucia dymami pożarowymi. Dym potrafi w ciągu kilku minut doprowadzić do utraty przytomności. Pożary nocne, gdy mieszkańcy śpią, pozostają niezauważone do momentu, gdy jest już za późno na bezpieczną ewakuację. Czujniki wykrywają zagrożenie na bardzo wczesnym etapie i alarmują domowników lub gości, dając bezcenny czas na reakcję. W Wielkiej Brytanii, gdzie podobne regulacje funkcjonują od lat, liczba ofiar śmiertelnych pożarów spadła o ponad 30 procent w ciągu dekady od wprowadzenia obowiązku montażu czujników dymu. Polska przez lata pozostawała w tyle za standardami obowiązującymi w krajach rozwiniętych. Niemcy, Czechy, Litwa, Francja – wszystkie te państwa wprowadziły obowiązkowe czujniki dawno temu.
Kara 5 tysięcy złotych to nie wszystko
Rozporządzenie nie wprowadza osobnego taryfikatora kar za brak czujników, ale naruszenie zasad ochrony przeciwpożarowej może skutkować mandatem lub grzywną sięgającą 5 tysięcy złotych. To jednak nie jedyna konsekwencja zaniedbania. W razie pożaru lub zatrucia tlenkiem węgla właściciel nieruchomości musi liczyć się z konsekwencjami ze strony ubezpieczyciela. Brak wymaganych zabezpieczeń może stać się podstawą do odmowy wypłaty odszkodowania. Firmy ubezpieczeniowe analizują każdy przypadek pod kątem spełnienia wymagań przepisów przeciwpożarowych. jeżeli w mieszkaniu, które spłonęło, brakowało obowiązkowych czujników, ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty całości lub części odszkodowania.
Dla właścicieli wynajmujących mieszkania przez platformy internetowe konsekwencje mogą być jeszcze poważniejsze. Platformy coraz częściej wymagają od gospodarzy potwierdzenia posiadania czujników dymu i tlenku węgla. Brak tych urządzeń może skutkować zablokowaniem możliwości wynajmowania lokalu przez platformę. W przypadku wypadku podczas pobytu gości brak czujników dodatkowo zwiększa ryzyko odpowiedzialności karnej właściciela. jeżeli doszłoby do zatrucia czadem czy pożaru, a w mieszkaniu nie było obowiązkowych urządzeń ostrzegawczych, prokuratura może postawić zarzuty narażenia życia i zdrowia innych osób.
Ile kosztuje bezpieczeństwo
Podstawowy czujnik dymu kosztuje od 50 do 200 złotych. Czujnik tlenku węgla to wydatek rzędu 100 do 300 złotych. Dostępne są również urządzenia typu dwa w jednym, łączące funkcje obu czujników, w cenie około 200 do 400 złotych. Dla standardowego mieszkania wynajmowanego krótkoterminowo, gdzie potrzebny jest czujnik dymu w części mieszkalnej oraz czujnik tlenku węgla w pomieszczeniu z kotłem gazowym, łączny koszt wyniesie około 200 do 400 złotych. To nie koniec wydatków. Czujniki wymagają regularnej konserwacji – wymiany baterii co rok lub dwa lata, testowania działania co miesiąc, a po 8 do 10 latach całkowitej wymiany urządzenia. Większość modeli sygnalizuje dźwiękiem niski poziom baterii, ale warto samodzielnie sprawdzać urządzenia przynajmniej raz w miesiącu, wciskając przycisk testowy.
Właściciele powinni uwzględnić koszty czujników w kalkulacji rentowności najmu. Choć początkowy wydatek kilkuset złotych może wydawać się spory, w rzeczywistości rozkłada się na lata użytkowania. Przy dziesięcioletnim okresie żywotności czujnika to zaledwie kilkadziesiąt złotych rocznie. W przeliczeniu na miesiąc to kilka złotych – kwota zupełnie nieistotna w kontekście przychodów z najmu krótkoterminowego. Dodatkowo czujniki zwiększają bezpieczeństwo gości, co przekłada się na lepsze opinie i wyższą ocenę lokalu na platformach. Goście coraz częściej zwracają uwagę na kwestie bezpieczeństwa podczas wyboru miejsca noclegowego. Informacja o zamontowanych czujnikach dymu i czadu może stać się atutem w konkurencji z innymi ofertami.
Zwykłe mieszkania mają czas do 2030 roku
Właściciele zwykłych mieszkań i domów, które nie są wynajmowane krótkoterminowo, otrzymali najdłuższy okres przejściowy. Obowiązek montażu czujników dymu i tlenku węgla w tych lokalach wejdzie w życie dopiero 1 stycznia 2030 roku. Dotyczy to mieszkań w blokach, domów jednorodzinnych, lokali spółdzielczych – wszystkich miejsc zamieszkania, gdzie nie prowadzi się działalności hotelarskiej. Cztery lata to czas wystarczający na spokojne zaplanowanie modernizacji i rozłożenie kosztów. Można poczekać na promocje, porównać oferty różnych producentów, zamontować czujniki etapami. Ministerstwo celowo wydłużyło ten termin, chcąc uniknąć sytuacji, w której miliony Polaków jednocześnie rzucają się do sklepów po czujniki, powodując gwałtowny wzrost cen i problemy z dostępnością urządzeń.
Nie oznacza to jednak, iż warto zwlekać do ostatniej chwili. Państwowa Straż Pożarna apeluje o jak najszybszy montaż urządzeń ochronnych bez czekania na ustawowe terminy. Każdy dzień opóźnienia to dzień potencjalnego zagrożenia. Rodziny z małymi dziećmi, osoby starsze, osoby z ograniczoną sprawnością ruchową – wszystkie te grupy są szczególnie narażone na konsekwencje pożaru lub zatrucia czadem. Warto też pamiętać, iż w okresach poprzedzających kolejne terminy wejścia w życie obowiązku może dojść do zwiększonego popytu na czujniki i usługi montażowe, co przełoży się na wyższe ceny. Kto zainstaluje urządzenia wcześniej, uniknie kolejek i przepłacania.
Rewolucja w polskim bezpieczeństwie
Przez dekady Polska pozostawała krajem, gdzie czujniki dymu i tlenku węgla były rzadkością. Zalecenia strażaków, kampanie edukacyjne, apele ekspertów – wszystko to trafiało w próżnię. Większość mieszkań nie posiadała żadnych urządzeń ostrzegawczych. Właściciele uważali, iż to zbędny wydatek, iż im nic nie grozi, iż wystarczy ostrożność. Statystyki pokazywały inaczej. Rocznie w Polsce dochodzi do około 30 tysięcy pożarów w budynkach mieszkalnych. Setki osób ginie, tysiące zostaje rannych. Straty materialne liczą się w miliardach złotych. Tragiczny pożar kamienicy w Poznaniu w sierpniu 2023 roku, w którym zginęło dwóch strażaków, przyspieszył prace nad nowymi przepisami. Tego samego dnia kluczową rolę odegrała czujka dymu – dzięki temu iż znajdowała się w kamienicy, uratowali się wszyscy zagrożeni mieszkańcy.
Nowe przepisy kończą epokę dobrowolności. Czujniki przestają być zaleceniem, a stają się obowiązkiem prawnym. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Państwowa Straż Pożarna zapowiadają szeroką kampanię informacyjną towarzyszącą wprowadzaniu przepisów. To nie tylko kwestia spełnienia formalnego obowiązku, ale przede wszystkim realnej poprawy bezpieczeństwa w polskich domach. Kampania edukacyjna ma obejmować informacje o prawidłowym montażu i konserwacji czujników, rozpoznawaniu objawów zatrucia tlenkiem węgla oraz adekwatnych reakcjach w przypadku alarmu. Wielu Polaków nie ma świadomości, jak działają czujniki, jak je prawidłowo konserwować, ani gdzie najlepiej je umieścić. Edukacja jest równie ważna jak same przepisy.
Co to oznacza dla Ciebie? Co zrobić już teraz? Odpowiadamy
Jeśli wynajmujesz mieszkanie krótkoterminowo, nie czekaj do czerwca. Kup czujniki teraz, zamontuj je zgodnie z instrukcją, przetestuj działanie. Upewnij się, iż urządzenia są certyfikowane i spełniają polskie normy. Zrób zdjęcia zamontowanych czujników i umieść je w swojej ofercie na platformach wynajmu – to dodatkowy atut dla potencjalnych gości. Przygotuj krótką instrukcję dla najemców, wyjaśniającą co robić w przypadku alarmu. Nie zakładaj, iż goście wiedzą jak reagować na dźwięk czujnika. jeżeli wynajmujesz kilka mieszkań, zaplanuj montaż we wszystkich lokalach jednocześnie, negocjując cenę z wykonawcą. Przy większych zamówieniach można uzyskać rabat.
Jeśli budujesz lub wykańczasz nowy dom czy mieszkanie, czujniki muszą być już zainstalowane. Deweloperzy dostarczający lokale po 23 grudnia 2024 roku są zobowiązani do wyposażenia ich w odpowiednie urządzenia. jeżeli kupujesz mieszkanie od dewelopera, sprawdź czy czujniki zostały zamontowane. Brak tych urządzeń może uniemożliwić odbiór lokalu. jeżeli jesteś inwestorem indywidualnym budującym dom, uwzględnij czujniki w projekcie elektrycznym i kosztorysie. Najlepiej zaplanować montaż na etapie wykańczania, żeby od razu wszystko działało prawidłowo.
Jeśli jesteś zwykłym właścicielem mieszkania nieużywanego do najmu, masz czas do 2030 roku, ale nie ignoruj tematu. Kup czujniki w najbliższych miesiącach, gdy ceny są jeszcze stabilne. Zamontuj je samodzielnie lub poproś elektryka. Sprawdzaj baterie co pół roku, testuj urządzenia co miesiąc. Pokaż domownikom gdzie znajdują się czujniki i jak brzmią ich alarmy. Upewnij się, iż dzieci wiedzą co robić, gdy usłyszą dźwięk ostrzegawczy. Życie ludzkie nie ma ceny. Kilkaset złotych to niewielka inwestycja w porównaniu z wartością bezpieczeństwa twojej rodziny.

2 godzin temu



![Czarny piątek w powiecie włodawskim. Spłonęły dwa domy, jedna poparzona osoba w szpitalu [ZDJĘCIA]](https://static2.radiobonton.pl/data/articles/xga-4x3-czarny-piatek-w-powiecie-wlodawskim-splonely-dwa-domy-jedna-poparzona-osoba-w-szpitalu-zdjecia-1768683787.jpg)







