Nadbrzeżny skowronek i dwa gile
Mój przyjaciel powiedział do mnie: „Dlaczego nie chodzisz do klubu gry w sobotnie popołudnie? Będą mieć wielką pułapkę na żywe ptaki”. Nie wiedziałem na czym polegała ta pułapka ale słowa „żywe ptaki” bardzo mnie zainteresowały i w następną sobotę po południu poszedłem do klubu. Zastałem mały tłum mężczyzn, a każdy był ze strzelbą. Opodal stał wóz, a na nim mnóstwo klatek, w których uwięzione były ptaszki. Każda klatka miała drzwiczki, które otwierały się, gdy łowca ptaków będący ich właścicielem, pociągał za sznurek przytwierdzony do każdych drzwiczek. Podszedłem do klatek pełnych ptaszków. Więźniowie byli spokrewnieni z śnieżnymi ptakami, z kilkoma skowronkami i gilami. Ptaki usiłowały uciec przeciskając swoje główki i pazurki przez druty klatki. Mały chłopiec z kijkiem wepchnął jednego ptaszka na powrót do klatki. Łowca ptaków oburzał się: „Nie rób tego!”. Zapytałem: ”Dlaczego?”. Odpowiedź była dla mnie szokiem. „Zrani go jeżeli będzie tak robić i ptak nie będzie mógł swobodnie wyfrunąć z klatki”. Wtedy przyszła kolej na pułapkę – całkowicie nowe doświadczenie dla mnie. „Każdy mężczyzna ze strzelbą niech się uda na linię ognia” - rozkazał łowca ptaków. Potem ustawił kilka klatek na ziemi i włożył ptaszka do każdej klatki. Gdy pierwszy mężczyzna na linii ognia wyrzekł słowo: ”Ciągnąć!”, łowca ptaków pociągał za linkę, która otwierała klatkę i przestraszony ptak wyfruwał aby uciec. „Pif paf!” - upadło na śnieg zniszczone, małe ciałko. „Pif paf!” - i jeszcze jeden ptak z innej pułapki leżał martwy. Wyliczyłem około pięćdziesięciu ptaszków zabitych w ten właśnie sposób, a ich ciała zostały wrzucone do kosza. „Dlaczego tak...?” - pytałem. Padła odpowiedź: „Te idą do szpitala, a tam robią z nich zupę dla pacjentów”. To nasz najlepszy pomysł na ochronę zwierząt. W innym wypadku prawo zadziałałoby stosownie do wszystkich naszych klatek – pułapek. Poczułem się przerażony. Zapytałem łowcę ptaków co otrzymał w zamian za ptaki. Powiedział, iż jednego dolara za tuzin śnieżnych ptaków, sześćdziesiąt centów za tuzin nadbrzeżnych skowronków i gili. Miałem pięćdziesiąt centów w moim portfelu, więc powiedziałem: „Sprzedasz mi za tą sumę trzy żywe ptaki?”. „Oczywiście. Jakiego rodzaju?”. „Jednego nadbrzeżnego skowronka i dwa gile”. Wsadził je do klatki, a ja poszedłem do domu wraz z moimi więźniami.










