Zostało niecałych 5 miesięcy. Straż pożarna ostrzega przed odkładaniem sprawy na ostatnią chwilę. Kto zignoruje obowiązek, może zapłacić karę do 5 tys. zł, stracić szansę na odszkodowanie i trafić pod kontrolę, która sprawdzi każde pomieszczenie. To kolejny etap ustawy, która obejmie wszystkich Polaków.

Fot. Warszawa w Pigułce
Rozporządzenie działa od 14 miesięcy – ale nie wszyscy muszą działać od razu
Nowelizacja rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków weszła w życie 23 grudnia 2024 roku (Dz.U. z 2024 r. poz. 1716). Od tego dnia wszystkie nowe budynki mieszkalne oddawane do użytku muszą być wyposażone w czujniki dymu, a tam gdzie spalane są paliwa stałe, ciekłe lub gazowe – również w czujniki tlenku węgla.
Dla deweloperów i inwestorów to już fakt – mieszkanie bez czujników nie otrzyma pozwolenia na użytkowanie. Ale dalsze terminy są rozłożone w czasie i zależą od tego, jak wykorzystywana jest nieruchomość.
- Od 1 stycznia 2026 roku – czyli od ponad miesiąca – obowiązuje wymóg oznakowania miejsc połączenia ścian oddzielenia przeciwpożarowego ze ścianą zewnętrzną i dachem w budynkach handlowych, produkcyjnych i magazynowych. To nie czujniki, ale czerwone pasy lub piktogramy, które mają ułatwić strażakom orientację podczas akcji gaśniczej.
- 30 czerwca 2026 roku to kluczowa data dla właścicieli lokali mieszkalnych wynajmowanych w ramach usług hotelarskich – czyli krótkoterminowy wynajem domów, mieszkań, pokoi, miejsc noclegowych. Dotyczy to wszystkich platform typu Airbnb, Booking, apartamentów turystycznych i agroturystyk. Po tym terminie możliwe są kontrole, mandaty i kary.
- 1 stycznia 2030 roku – dopiero wtedy obowiązek obejmie wszystkie już istniejące lokale mieszkalne. Właściciele zwykłych mieszkań i domów jednorodzinnych mają prawie 4 lata, by się dostosować.
Czemu najem krótkoterminowy musi działać szybciej?
Jak uzasadnia Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej, osoby nocujące w lokalach wynajmowanych krótkoterminowo „nie są zapoznane z budynkiem oraz występującymi w nim rozwiązaniami z zakresu ochrony przeciwpożarowej”. Turysta w obcym mieście, który wynajął mieszkanie na weekend, nie wie, gdzie są wyjścia ewakuacyjne, czy instalacja elektryczna jest sprawna, ani jak działa wentylacja. W razie pożaru lub zatrucia czadem czas reakcji jest krytyczny – a czujnik może być jedynym ostrzeżeniem.
Z perspektywy statystyk to ma sens. Według danych MSWiA w 2024 roku doszło w Polsce do ponad 27,4 tys. pożarów w budynkach mieszkalnych, w których zginęło 235 osób, a rannych zostało ponad 1,7 tys. W samych zatruciach tlenkiem węgla zginęły 43 osoby, a poszkodowanych było niemal 1,2 tys. Około 6 proc. ofiar śmiertelnych to dzieci, a w ogólnej liczbie poszkodowanych najmłodsi stanowią około 27 proc.
Ministerstwo podkreśla, iż 60 proc. śmiertelnych przypadków zatrucia tlenkiem węgla miało miejsce w lokalach bez zainstalowanych czujników. To najprostszy dowód skuteczności: tam, gdzie czujniki są, ludzie żyją.
Czego konkretnie wymaga rozporządzenie?
Przepisy są precyzyjne. Każdy lokal mieszkalny – niezależnie od wielkości – musi być wyposażony w co najmniej jedną autonomiczną czujkę dymu. W praktyce dotyczy to zwykle korytarza lub przedpokoju łączącego sypialnię z salonem, ponieważ czujnik musi obudzić mieszkańców w nocy.
W każdym pomieszczeniu, w którym odbywa się spalanie paliwa stałego, ciekłego lub gazowego – czyli kotłownia, pokój z piecem, kominek – obowiązkowa jest co najmniej jedna autonomiczna czujka tlenku węgla. Wyjątek stanowią urządzenia z zamkniętą komorą spalania oraz kuchenki i płyty gazowe służące wyłącznie do przyrządzania posiłków.
Czujniki muszą spełniać polskie normy: PN-EN 14604 dla czujników dymu i PN-EN 50291-1 dla czujników tlenku węgla. Urządzenia bez certyfikatów nie chronią – a w razie kontroli będą uznane za niespełniające wymogów.
Gdzie montować czujniki, żeby działały, a nie wisiały dla ozdoby
Czujnik dymu należy zamontować na suficie, ponieważ dym unosi się ku górze w pierwszej fazie pożaru. jeżeli mieszkanie ma kilka kondygnacji, każda powinna mieć osobny czujnik. Czujnik powinien być umieszczony z dala od okien i drzwi – przepływ powietrza może zakłócić jego działanie.
Czujnik tlenku węgla montuje się na wysokości wzroku, około 1,5 metra. Tlenek węgla ma podobną gęstość do powietrza i miesza się z nim równomiernie, więc nie ma sensu umieszczać go przy podłodze ani przy suficie. Powinien znajdować się w odległości 1–3 metrów od potencjalnego źródła czadu – pieca, kominka, kotła gazowego.
Nieprawidłowo zamontowany czujnik może nie wykryć zagrożenia lub dawać fałszywe alarmy, co prowadzi do sytuacji, gdy mieszkańcy go wyłączają. To najgorsza opcja – czujnik wisi, ale nie chroni.
Kontrole, kary i ubezpieczenia – co grozi za brak czujników
Choć rozporządzenie nie wprowadza osobnego taryfikatora kar, naruszenie zasad ochrony przeciwpożarowej może skutkować mandatem lub grzywną sięgającą 5 tys. zł – potwierdzają prawnicy cytowani przez Infor.pl. W skrajnych przypadkach możliwe jest orzeczenie kary aresztu.
Właściciele lokali usługowych – hoteli, pensjonatów, mieszkań na Airbnb – muszą liczyć się z tym, iż po 30 czerwca 2026 roku Państwowa Straż Pożarna może przeprowadzić kontrole. Brak wymaganych czujników może skutkować nie tylko karą, ale również zakazem użytkowania obiektu do czasu usunięcia uchybień.
Równie poważne są konsekwencje ubezpieczeniowe. Firmy ubezpieczeniowe zapowiadają, iż będą sprawdzać obecność czujników przy likwidacji szkód. Brak obowiązkowych urządzeń może oznaczać odmowę wypłaty odszkodowania – ubezpieczyciel uzna, iż właściciel działał w rażącym niedbalstwie. W przypadku pożaru czy zatrucia czadem oznacza to straty sięgające dziesiątek tysięcy złotych.
Kampania edukacyjna i bezpłatny montaż dla osób potrzebujących
MSWiA i Państwowa Straż Pożarna prowadzą szeroką kampanię informacyjną dotyczącą prawidłowego montażu i konserwacji czujników. Obejmuje ona materiały o rozpoznawaniu objawów zatrucia tlenkiem węgla, adekwatnych reakcjach w przypadku alarmu oraz testowaniu urządzeń.
Straż Pożarna na Dolnym Śląsku rozpoczęła wielką akcję montażu blisko 12 tys. bezpłatnych czujników dla seniorów, osób niesamodzielnych, rodzin w trudnej sytuacji materialnej i osób z niepełnosprawnościami. Listę mieszkań przygotowują ośrodki pomocy społecznej – osoby zakwalifikowane nie muszą składać wniosków, strażacy przychodzą sami, montują urządzenie, sprawdzają działanie i szkolą mieszkańców.
Ile kosztuje wyposażenie mieszkania?
Podstawowy czujnik dymu spełniający normę PN-EN 14604 kosztuje 50–200 zł, czujnik tlenku węgla zgodny z normą PN-EN 50291-1 to wydatek 100–300 zł. Dla typowego mieszkania 2–3 pokojowego potrzeba 2–3 czujników dymu plus jeden czujnik czadu (jeśli mieszkanie ma kuchenkę gazową lub piec) – łączny koszt wynosi 300–600 zł.
Koszt montażu przez specjalistę to około 50–100 zł za czujnik, ale większość urządzeń można samodzielnie przykręcić do sufitu lub ściany – instrukcje są proste. Właściciele większych nieruchomości na wynajem powinni rozważyć konsultację z rzeczoznawcą do spraw zabezpieczeń przeciwpożarowych, który oceni optymalną lokalizację urządzeń i przygotuje dokumentację potwierdzającą zgodność z przepisami.
Czujniki wymagają regularnej konserwacji – wymiany baterii raz lub dwa razy w roku, testowania działania raz w miesiącu. Po 8–10 latach urządzenie trzeba wymienić na nowe, ponieważ czujniki tracą czułość.
Najtańszy czujnik z Allegro to nie zawsze najlepszy wybór
Na rynku dostępne są urządzenia w cenie od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Różnica polega nie tylko na marce, ale również na funkcjonalności – są czujniki autonomiczne działające na baterii, są urządzenia podłączane do prądu, są też modele inteligentne zintegrowane z systemami smart home.
Kluczowa jest certyfikacja. Czujnik bez oznaczenia zgodności z normami PN-EN 14604 lub PN-EN 50291-1 może nie spełniać wymagań przepisów – a w razie kontroli taki czujnik zostanie uznany za nieobecny. Straż Pożarna zaleca wybór urządzeń znanych marek dostępnych w oficjalnych sieciach sprzedaży – to gwarancja, iż produkt przeszedł testy i ma adekwatne atesty.
Alternatywą są czujniki kombinowane – „dwa w jednym” – wykrywające jednocześnie dym i tlenek węgla. Ich cena jest wyższa (200–400 zł), ale w niektórych sytuacjach można nimi zastąpić dwa osobne urządzenia. Warto jednak sprawdzić, czy taka kombinacja jest optymalna – czujnik dymu powinien wisieć na suficie, a czujnik czadu na wysokości głowy.
Co zrobić, zanim przyjdzie kontrola
- Sprawdź swój termin. jeżeli wynajmujesz mieszkanie na Airbnb, Booking lub prowadzisz pensjonat – masz czas do 30 czerwca 2026 roku. To mniej niż 5 miesięcy. jeżeli kupiłeś mieszkanie z nowej inwestycji oddanej po 23 grudnia 2024 roku, czujniki powinny być już zainstalowane. jeżeli jesteś właścicielem zwykłego mieszkania lub domu – masz czas do 1 stycznia 2030 roku.
- Kup czujniki odpowiadające normom. Szukaj oznaczeń PN-EN 14604 (dym) i PN-EN 50291-1 (czad). Zachowaj dokumenty zakupu i certyfikaty – mogą się przydać podczas kontroli lub przy zgłaszaniu roszczenia do ubezpieczyciela.
- Zamontuj czujniki we adekwatnych miejscach. Czujnik dymu na suficie w korytarzu, czujnik czadu na wysokości 1,5 metra w pomieszczeniu z piecem lub kotłem. Trzymaj się odległości 1–3 metry od źródła ciepła. Nie montuj czujników w pobliżu okien, drzwi ani wentylatorów.
- Testuj urządzenia regularnie. Raz w miesiącu naciśnij przycisk testowy i sprawdź, czy alarm działa. Wymień baterie, gdy urządzenie zacznie regularnie sygnalizować brak zasilania. Po 8–10 latach wymień całe urządzenie.
- Nie czekaj na ostatnią chwilę. Państwowa Straż Pożarna ostrzega, iż im bliżej terminów, tym większy popyt na czujniki i usługi montażowe. Ceny mogą wzrosnąć, a dostępność spaść. Lepiej zainstalować czujniki dziś niż pół roku przed kontrolą.
- Zapisz to w umowie najmu. jeżeli wynajmujesz mieszkanie na dłuższy okres, dodaj zapis o obowiązku regularnego sprawdzania baterii w czujnikach przez najemcę. W przypadku najmu krótkoterminowego sprawdzaj czujniki samodzielnie przed każdym zakwaterowaniem nowego gościa.

2 godzin temu








