Ponad doba walki z żywiołem. Włodawscy strażacy na ratunek Puszczy Solskiej

1 godzina temu
Przez 31 godzin w wyczerpujących działaniach gaśniczych brał udział między innymi wójt gminy Urszulin, Adam Panasiuk, który ramię w ramię z innymi ochotnikami zmagał się z żywiołem na pierwszej linii frontu. Jak relacjonuje, informacja o wyjeździe przyszła do strażaków późnym wieczorem, co dla wielu ochotników stanowiło ogromne wyzwanie organizacyjne przed poranną zbiórką.– W straży pożarnej wypracowuje się jednak specyficzny nawyk pełnej gotowości. Kiedy pojawia się sygnał, nie myśli się o tym, czy w ogóle pojechać, ale tylko w kategoriach tego, czy fizycznie da radę to zorganizować. Informację otrzymaliśmy około godziny 22:30 w nocy, a zbiórkę zaplanowano już na 4:30 rano. Większość naszych druhów to górnicy, więc nagła zamiana zmiany w pracy była dla nich niezwykle trudna. Mnie udało się gwałtownie zorganizować opiekę nad dziećmi, co ostatecznie pozwoliło mi wziąć udział w akcji – opowiada wójt Adam Panasiuk.Fot. OSP KSRG HannaW skład włodawskiego plutonu weszło 26 osób: dwóch strażaków z Komendy Powiatowej PSP we Włodawie oraz po sześciu druhów z jednostek OSP w: Urszulinie, Starym Brusie, Hannie i Woli Uhruskiej. Główną bazą operacyjną dla ochotników stała się miejscowość Osuchy. Stamtąd skierowano ich do patrolowania terenów w kierunku miejscowości Kozaki, niedaleko miejsca, w którym wcześniej rozbił się samolot gaśniczy. Do dokładnego przeczesania mieli ogromny, bo liczący blisko 30 hektarów rewir.– Zadaniem ratowników z powiatu włodawskiego było przede wszystkim żmudne dogaszanie pożarzyska i likwidowanie wszelkich ukrytych w podszyciu zarzewi ognia. Ich praca była kluczowa, by nie dopuścić do ponownego rozprzestrzenienia się płomieni - informuje st. kpt. Michał Tychoniewicz, oficer prasowy Komendy Powiatowej PSP we Włodawie.Fot. OSP KSRG Stary Brus– Nasze działania na szczęście przebiegały dość spokojnie, co jednak absolutnie nie oznacza, iż brakowało nam pracy. Część zastępów z włodawskiego plutonu rozwijała linie wężowe. Jednakże rozległy teren dogaszaliśmy po prostu manualnie, używając do tego szpadli, łopat i zwykłych wiader z wodą. Tylko do przerwy obiadowej udało nam się zlokalizować i zneutralizować około 20 takich niebezpiecznych miejsc. W kolejnym wyznaczonym rewirze po południu było już znacznie spokojniej – relacjonuje Stanisław Artymiuk, dowódca zastępu OSP Urszulin.Prawdziwym testem wytrzymałości dla strażaków okazała się jednak noc. Kiedy skierowano ich do nocnego monitorowania i patrolowania wyznaczonych obszarów leśnych, musieli zmierzyć się z potężnym zmęczeniem oraz dojmującym chłodem.– Noc w lesie była zdecydowanie najtrudniejsza. Nie byliśmy przygotowani na taki obrót spraw, brakowało nam koców, karimat czy śpiworów. Nad ranem temperatura spadła do zaledwie trzech, czterech stopni. Sam zszedłem z warty pod chmurką o piątej rano i przez kolejne dwie godziny dosypiałem już na siedząco w wozie – wspomina spartańskie warunki wójt Panasiuk.Fot. Adam Panasiuk | FacebookPo 31 godzinach wyczerpującej misji wszyscy członkowie włodawskiego plutonu ratowniczego powrócili do swoich strażnic cali i zdrowi. Zgodnie podkreślają wzorową współpracę między jednostkami i pełen profesjonalizm na miejscu zdarzenia. Władze samorządowe i lokalna społeczność nie kryją dumy ze sprawnej i ofiarnej postawy swoich reprezentantów.– To było dla mnie nie tylko wielkie wyzwanie, ale też niezwykle cenne doświadczenie. Czuję ogromną dumę, iż mogłem tworzyć ten zespół, mając u swego boku tak doświadczonych druhów z naszych gmin oraz profesjonalnych strażaków z państwowej komendy we Włodawie. Za ich ciężką pracę i poświęcenie należy im się ogromny szacunek – podsumowuje akcję włodarz gminy Urszulin.Czytaj także:
Idź do oryginalnego materiału