Sonet o Światłości i Ciemności
Choć mrok mnie woła, wabi w swe objęcia,
I szept sumienia tłumię w serca pyle,
Wiem, iż gdzieś czeka światło niepojęte,
Co zmyje winę, rozproszy złe chwile.
Boć nie po to nadano byt człowieczy,
By błądził wiecznie w cieniu własnych zmartwień.
Jest Prawda, co jak słońce wzrok oświeci,
A z promieni rodzi się los wybawień.
Więc gdy grzech zagląda w sedno żywota
I czuję, jak mnie niszczy nikczemna mgła,
Nadzieja płonie – nie zginie istota,
Gdy w blask Odwieczny spojrzy i się zmyje.
Niech powrócę tam, gdzie czystości cnota,
Do życia wiecznego otwiera wrota.













