"Zwykła ludzka pomoc." Adam Dziedzic spotkał się z poszkodowanymi gospodarzami

2 godzin temu

Redakcja Halo Rzeszów towarzyszyła parlamentarzyście i dyrektorowi jego Biura podczas spotkań z rolnikami, rozmawiając z nimi o przebiegu wydarzeń, poniesionych stratach i problemach, z którymi mierzą się po tych dramatycznych dniach.

W obu przypadkach rozmowy dotyczyły nie tylko bezpośrednich skutków zdarzeń, ale również dalszej odbudowy gospodarstw i procedur, przez które będą musieli przejść ich właściciele.

Padło sześć krów

Pierwszym miejscem wizyty posła Dziedzica i jego pracownika było gospodarstwo państwa Pazdanów w Pstrągowej. Jak ustaliła redakcja Halo Rzeszów w rozmowie z asp. szt. Grzegorzem Pirgą z Komendy Powiatowej Policji w Strzyżowie, 9 lipca, około godz. 17, dyżurny tamtejszej jednostki otrzymał zgłoszenie o padnięciu kilku sztuk bydła. Wcześniej w gospodarstwie miało dojść do przerwy w dostawie energii elektrycznej.

Po kilku godzinach państwo Pazdanowie, właściciele gospodarstwa, usłyszeli dobiegające z obory niepokojące odgłosy. Paweł Pazdan rozmowie z naszą redakcją opisywał, iż sytuacja rozwijała się bardzo szybko, a kolejne zwierzęta zaczęły padać jedno po drugim.

fot. Artur Zajczyk

– Był to zwykły, normalny dzień. Zwykłe obowiązki. Nagle zabrakło zasilania. Gdy wróciłem, usłyszałem ryk, wielki hałas. Gdy pobiegłem, pierwsza sztuka już leżała. Poleciałem wyłączyć zabezpieczenie, ale nic to nie pomogło. Padła druga sztuka i kolejne. Dopiero po interwencji brata, który przyjechał i odłączył zasilanie przy liczniku, wszystko ustało, ale wtedy padło już sześć sztuk – relacjonował gospodarz.

Wszystkie padłe krowy były przed wycieleniem. Zgodnie z pozyskanymi przez Halo Rzeszów informacjami, każda z nich miała zostać wyceniona na około 13 tys. zł.

Podczas wizyty, poseł Dziedzic przekazał rodzinie cielną jałówkę rasy simentalskiej. Ma ona pomóc państwu Pazdanom w częściowej odbudowie stada po poniesionej stracie. Co ciekawe, cielę, które niedługo pojawi się na świecie będzie nosiło imię "Koniczynka".

fot. Krystian Propola

Policja wyjaśnia okoliczności zdarzenia w Pstrągowej

Dokładne przyczyny zdarzenia w gospodarstwie przez cały czas wymagają wyjaśnienia. Z informacji przekazanych Halo Rzeszów przez strzyżowską policję wynika, iż na miejscu obecni byli pracownicy PGE. Mieli oni poinformować funkcjonariuszy, iż doszło do zwarcia przewodów energetycznych spowodowanego przez opadający konar drzewa, a następnie do przeniknięcia energii elektrycznej na teren obory.

Nie oznacza to jednak, iż odpowiedzialność za zdarzenie została już ustalona. Postępowanie w tej sprawie prowadzi policja.

O sprawę zapytaliśmy również przedstawiciela Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Urzędu Wojewódzkiego. Jak usłyszeliśmy, na tym etapie nie ma jeszcze ostatecznych ustaleń dotyczących przyczyn zdarzenia.

Urzędnik przyznał jednocześnie, iż poszkodowanej rodzinie należy się pomoc. Ewentualne uruchomienie specjalnych środków wojewody uzależnił jednak od wyników policyjnego postępowania.

Dla państwa Pazdanów oznacza to, iż poza samą stratą zwierząt pozostaje jeszcze oczekiwanie na ustalenia służb i dalsze decyzje dotyczące możliwości uzyskania odszkodowania lub dodatkowego wsparcia.

Pożar w gospodarstwie

Drugim miejscem, do którego pojechali Dziedzic z Błaszczykiem, było gospodarstwo Zbigniewa Jacka. Tam doszło do pożaru chlewni. Według informacji przekazanych przez ludowców, zagrożonych było około 150 sztuk trzody chlewnej. Dzięki akcji strażaków zwierzęta udało się uratować i zapobiec jeszcze większym stratom.

Pan Jacek relacjonował dziennikarzom Halo Rzeszów, iż ogień został zauważony rano podczas obrządku. Rodzina poprzedniego dnia pracowała do późna przy żniwach, dlatego do zwierząt poszła nieco później niż zwykle.

fot. Krystian Propola

– W czasie obrządku zauważyliśmy w dolnej części pomieszczenia, gdzie były zwierzęta, ogień. Ten ogień bardzo gwałtownie kominem wentylacyjnym przemieścił się na kondygnację, gdzie była składowana słoma. I już po paru sekundach poszło – relacjonował właściciel gospodarstwa.

W momencie naszej rozmowy gospodarz nie potrafił jeszcze określić pełnej wartości poniesionych strat. Wskazywał, iż powierzchnia dachu wynosi około 600 metrów kwadratowych i nie wiedział jeszcze, ile będzie kosztowała jego odbudowa. Oczekiwał również na wstępną opinię rzeczoznawcy.

Podczas spotkania Dziedzic przekazał poszkodowanej rodzinie pomoc finansową. Dla parlamentarzysty wizyta była również okazją do rozmowy o dalszych procedurach związanych z likwidacją szkody i możliwie szybkim powrotem gospodarstwa do normalnej działalności.

Pomoc sąsiadów i deklaracja posła

Pan Jacek szczególnie mocno podkreślał w rozmowie skalę pomocy, jaka pojawiła się niemal natychmiast po pożarze. Do prac ruszyli mieszkańcy, sąsiedzi, znajomi, a także osoby spoza gminy. Rolnik przyznał, iż reakcja lokalnej społeczności była dla niego jednym z najbardziej poruszających doświadczeń po całym zdarzeniu.

– Największe wsparcie otrzymaliśmy od mieszkańców miejscowości i gminy. Do tej pory nie jestem w stanie uwierzyć w to, co się wydarzyło, szczególnie w niedzielę. Nie wiem, ile osób tutaj pracowało, ale na pewno grubo ponad setka. Do tej pory nie jestem w stanie uwierzyć, iż społeczność gminy, znajomi i przyjaciele spoza gminy w takim stopniu nas wsparli – mówił.

Na znaczenie takiej solidarności zwracał uwagę również poseł Dziedzic. Polityk mówił, iż oprócz bezpośredniej pomocy ważne jest teraz dopilnowanie procedur, z którymi muszą zmierzyć się poszkodowani rolnicy – od likwidacji szkód po kwestie związane z odbudową.

fot. Krystian Propola

– Tam, gdzie to wsparcie jest możliwe poprzez moje działanie jako posła, to na pewno będzie ono realizowane. Myślę, iż właśnie w tym kierunku powinno to iść – jak najszybciej zlikwidować szkodę i przejść do produkcji, która tutaj była realizowana – podkreślał lider podkarpackich ludowców.

Parlamentarzysta zapowiedział również, iż sytuacja gospodarzy będzie monitorowana w zakresie możliwości wynikających z jego mandatu. Jak zaznaczał, podczas bezpośrednich rozmów rolnicy przedstawili swoje obawy dotyczące dalszych procedur i problemów, które mogą pojawić się na drodze do odbudowy.

– Będziemy to monitorować i w miarę możliwości związanych z wykonywaniem mandatu posła będziemy reagować – deklarował Dziedzic. Podkreślał przy tym, iż jego obecność ma być przede wszystkim wyrazem solidarności – "nie w formie jakiegoś marketingu politycznego, tylko zwykłej ludzkiej pomocy."

Wkrótce opublikujemy reportaż z obydwu wizyt.

Idź do oryginalnego materiału