Gdy noc staje się dniem, a region jedną wielką galerią

opowiecie.info 1 godzina temu

Nikt jeszcze nie policzył, w ilu dokładnie placówkach naszego regionu zgasły światła, by ustąpić miejsca magii Nocy Muzeów. Od Opola, przez Prudnik, aż po Kędzierzyn-Koźle – oto subiektywny, pełen świateł, ognia i wspomnień meldunek z nocy, w którą historia po prostu odmówiła pójścia spać.

Maj ma to do siebie, iż potrafi zaskoczyć chłodem, ale raz w roku opolskie instytucje kultury rozgrzewają atmosferę do czerwoności. I to dosłownie, jeżeli zapytać tych, którzy wieczorem odwiedzili Muzeum Śląska Opolskiego i podziwiali widowiskowy pokaz Teatru Tańca i Ruchu z Ogniem „Mantikora”. W programie nie zabrakło: warsztatów, oprowadzania kuratorskiego po wystawie „Książęcy ogród sztuk – w Pokoju Wirtembergów”. Kto wolał jednak bardziej klasyczne, choć równie magnetyczne doznania, mógł krążyć między Archiwum Państwowym, Miejską Biblioteką Publiczną a Muzeum Polskiej Piosenki, w Centralnym Muzeum Jeńsów Wojennych gdzie muzealny zespół dbał o to, by nikomu nie zabrakło wrażeń.

Zresztą, stolica regionu tej nocy mieniła się dziesiątkami barw. Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach przeniosło nas w zupełnie inny wymiar czasu, inaugurując niezwykłą, pełną folklorystycznego uroku wystawę „SUPERKOKOT”, opowiadającą o serbołużyckich zwyczajach dorocznych. Z kolei zaledwie kilka kilometrów dalej, na Politechnice Opolskiej, tłumy ustawiły się w kolejce do Muzeum Lamp Rentgenowskich. Zobaczyć jedną z największych na świecie kolekcji urządzeń badających niewidzialne – i to tuż przed północą – to doświadczenie, które elektryzuje mocniej niż samo promieniowanie X.

Jednak prawdziwa siła Nocy Muzeów tkwi w tym, iż nie kończy się ona na rogatkach Opola. W Prudniku, Muzeum Ziemi Prudnickiej pękało w szwach podczas wernisażu prac Mariana Molendy. Obecność rzeźbiarzy, ludzi sztuki i tłumnie przybyłych mieszkańców udowodniła, iż lokalna tożsamość potrzebuje takich mistycznych spotkań z kulturą.

Kiedy natomiast w Kędzierzynie-Koźlu zapadł zmrok, industrialne osiedle Blachownia stało się portalem do przeszłości. Surowy schron z czasów II wojny światowej oraz Muzeum Śląskiej Bitwy o Paliwo, dzięki pasjonatom ze Stowarzyszenia Blechhammer-1944, ożyły opowieściami zapisanymi w zimnym betonie. Mroczny klimat bunkra idealnie kontrastował z ciepłem, jakie bije od ludzi ratujących historię przed zapomnieniem.

Wielu wciąż zadaje pytanie: po co stać w kolejkach w środku nocy, skoro te same eksponaty można obejrzeć we wtorkowe popołudnie? Odpowiedź kryje się w atmosferze. W tym, iż muzea na te kilka godzin przestają być świątyniami ciszy, a stają się tętniącymi życiem miejscami spotkań. Liczby i dokładne statystyki placówek naprawdę nie są ważne. Ważne, iż nasz region znowu udowodnił: gdy zapada zmrok, historia dopiero budzi się do życia.

Fot. CMZJMZ

Idź do oryginalnego materiału