Żuk, wózek i siwe czapki- Doskonale pamiętam, jak zaczynałem tutaj jeszcze jako bardzo młody strażak. Mieliśmy Żuka, który tylko ciągnął wózek z wężami - wspomina Damian Misiura, dzisiaj wiceprezes i naczelnik OSP Busówno.W tym jednym zdaniu mieści się kawał historii jednostki. Tyle wspomnień, przeżyć i codziennych doświadczeń. Bo poczciwy żuk nie był tylko samochodem. Był symbolem możliwości, jakie miała wówczas niewielka, wiejska straż. Sprzętu było niewiele, a wiele rzeczy, które dzisiaj są oczywistością, pozostawało poza zasię
giem.Aluminiowe menażki. Odziedziczone po wojsku mundury. Siwe czapki ze starymi orzełkami. Potem przyszły zmiany...Najważniejszy przełom, jak wspomina doświadczony już druh, nastąpił w latach 2015-2017. Żuka zastąpił, także nienowy już, star. Jednostka zaczęła skuteczniej pozyskiwać środki zewnętrzne. Pieniądze przeznaczano na kolejne elementy wyposażenia, szkolenia i rozwój zaplecza. Druhowie poczuli wiatr w żagle. Doświadczyli, iż coś faktycznie mogą i iż faktycznie coś od nich zależy.Z czasem różnica zaczęła być widoczna nie tylko w garażu.- W ciągu kilku lat udało nam się zrobić coś, co wcześniej wydawało się bardzo trudne czy wręcz niemożliwe. Z jednostki dysponującej jednym samochodem i podstawowym wyposażeniem zaczęliśmy budować straż, która może podejmować znacznie bardziej wymagające działania. To nie wydarzyło się dzięki jednej inwestycji. To efekt wielu małych kroków, pracy druhów i konsekwentnego szukania pieniędzy na rozwój - mówi naczelnik
Misiura.Dzisiaj OSP Busówno deklaruje posiadanie pełnego wyposażenia wymaganego według nowych zasad do wejścia do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Droga do systemu nie jest jednak tylko formalnością.- Samo posiadanie sprzętu nie wystarczy. Wejście do KSRG oznacza spełnienie określonych wymagań, odpowiednie wyszkolenie ludzi, gotowość operacyjną i oczywiście koszty. To ogromne wyzwanie również dla samorządu. Dlatego cieszy nas, iż przez ostatnie dziewięć lat udało się tak mocno podnieść poziom jednostki. Dzisiaj możemy realnie myśleć o kolejnym etapie - podkreśla
naczelnik.Zanim zawyje syrenaStrażak ochotnik ma swoją pracę. Ma rodzinę. Ma własne obowiązki. A potem rozlega się syrena. Wtedy wszystko schodzi na dalszy plan. Tyle iż dzisiejsza akcja coraz rzadziej oznacza po prostu poż
ar.Dawniej strażacy zmagali się przede wszystkim z płonącymi trawami, budynkami mieszkalnymi czy gospodarczymi. Wodę podawano z zewnątrz, a możliwości szybkiego dotarcia do poszkodowanych były znacznie mniejsze. Dzisiaj ratownik może w ciągu jednego dnia znaleźć się w zupełnie różnych
sytuacjach.Wypadek drogowy. Zadymione pomieszczenie. Osoba wymagająca natychmiastowej pomocy. Pożar. Zdarzenie wymagające użycia hydraulicznych narzędzi ratowniczych. Zagrożenie zdrowia i ż
ycia.Dlatego nowoczesny strażak musi być nie tylko sprawny fizycznie. Musi być również odpowiednio wyszkolony i posiadać niezbędną wiedzę obejmującą wiele różnych
dziedzin.Aparaty ochrony dróg oddechowych, narzędzia hydrauliczne, sprzęt medyczny i kwalifikowana pierwsza pomoc stały się częścią codzienności jednostki.- Dzisiaj od strażaka wymaga się znacznie więcej niż kiedyś. Musi znać sprzęt, umieć go wykorzystać, znać procedury i być przygotowany na sytuację, której jeszcze kilka minut wcześniej zupełnie się nie spodziewał. Kiedy jedziemy do zdarzenia, nie zawsze wiemy, co zastaniemy na miejscu - mówi
Misiura.Najtrudniejszy sprzęt nie znajduje się w garażuJest jednak coś, czego nie da się kupić za pieniądze z żadnego programu. Odporność na widok ludzkiego
cierpienia.Strażacy mogą być wyszkoleni. Mogą mieć najlepszy sprzęt. Mogą działać zgodnie z procedurami. przez cały czas pozostają jednak ludźmi. Tylko i aż - ludźmi.- Każde zdarzenie typowo medyczne, gdzie widzimy krew, cierpienie czy ludzką tragedię, generuje psychiczny dyskomfort. To jest naturalne. Mundur nie odbiera człowiekowi emocji. Możemy wiedzieć, co mamy zrobić, i wykonywać swoje zadania profesjonalnie, ale pewne obrazy zostają w pamięci - przyznaje
naczelnik.To jedna z mniej widocznych stron ochotniczej służby. Z zewnątrz widać samochód, strażaków w hełmach i kilka minut działania. Nie widać natomiast tego, co zostaje później...Dalsza część tekstu na kolejnej stronie. Nie tylko pożaryOstatnie lata pokazały jeszcze jedną rzecz - strażacy mogą być potrzebni także wtedy, gdy ognia nie ma
wcale.Wybuch wojny w Ukrainie sprawił, iż jednostki OSP zostały zaangażowane do realizacji zupełnie nowych zadań. Druhowie z Busówna uczestniczyli między innymi w działaniach związanych z ewakuacją uchodźców z granicy, transportowali łóżka i pomagali w dystrybucji
żywności. To była służba innego rodzaju. Zamiast węży i prądownic pojawiały się samochody transportowe, logistyka i pomoc ludziom uciekającym przed wojną.- W takich sytuacjach jeszcze wyraźniej widać, jak istotną rolę mogą odgrywać ochotnicy. Jesteśmy na miejscu, mamy samochody, sprzęt i ludzi gotowych do działania. Ale trzeba też pamiętać o drugiej stronie. Nasi druhowie mają swoje rodziny, firmy, gospodarstwa i pracę zawodową. Kiedy jadą do akcji, robią to w swoim wolnym czasie czy może bardziej w czasie, w którym rezygnują z innych aktywności - zwraca uwagę
Misiura.Jak dodaje, zakres odpowiedzialności coraz częściej obejmuje również zadania związane z obroną cywilną i reagowaniem kryzysowym.- Łatwo powiedzieć: „są strażacy, to oni sobie poradzą”. Tylko iż za tym słowem „strażacy” stoją konkretni ludzie. Często bardzo młodzi. Do działań wyjeżdżają już 18-letni druhowie. Dlatego musimy pamiętać, iż nie każdą sytuację można sprowadzić do prostego przekonania, iż ochotnik zawsze będzie dostępny i zawsze wszystko zrobi - mówi
naczelnik.Największy skarbKiedy w straży mówi się o przyszłości, temat sprzętu pojawia się niemal automatycznie. Ale w Busównie najważniejszy potencjał ma dwie ręce, nogi i kilkanaście lat. To młodzież.W jednostce działa Dziecięca Drużyna Pożarnicza oraz Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze. Łącznie tworzą największą grupę młodzieżową tego typu w powiecie.I nie są to wyłącznie dzieci z Busówna. Do jednostki przyjeżdżają młodzi mieszkańcy z terenu całej
gminy.To właśnie oni za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat mogą przejąć odpowiedzialność za jednostkę.- Z młodzieżą jest dzisiaj trudniej niż kiedyś. Telefon i komputer są bardzo atrakcyjne, a my proponujemy coś zupełnie innego - ruch, obowiązki, współpracę i realne działanie. Ale kiedy uda się ich zainteresować, efekty naprawdę widać. Młodzi ludzie mają ogromną satysfakcję z tego, iż potrafią coś zrobić, czego nauczyli się razem i iż są potrzebni - opowiada
Misiura.Najbardziej cieszy go jednak coś jeszcze. Inicjatywa.- o ile młodzież zaczyna sama wychodzić z pomysłami, to znaczy, iż naprawdę się angażuje. Nie chcemy, żeby przychodzili tylko na zbiórkę, wykonali polecenia i wracali do domu. Chcemy ich uczyć odpowiedzialności i samodzielności. To oni za jakiś czas będą tworzyć tę jednostkę -
dodaje.Sto lat historii do odzyskaniaByć może najbardziej niezwykła historia OSP Busówno dopiero zostanie opowiedziana. Początki jednostki sięgają prawdopodobnie 1926 roku. Problem w tym, iż z pierwszych dziesięcioleci działalności pozostało kilka dokumentó
w.Nie wiadomo jeszcze, ile historii kryją prywatne szuflady, stare albumy i pamięć najstarszych mieszkańców. Druhowie chcą to sprawdzić.We współpracy z Lokalną Grupą Działania „Polesie” rozpoczęli projekt, którego celem jest odtworzenie dziejów jednostki. Do rozmów zaproszeni zostaną najstarsi mieszkańcy i emerytowani straż
acy.Ważnym elementem będzie również zachowany statut jednostki z dawnych lat.- Chcemy dotrzeć do ludzi, którzy pamiętają czasy, o których dzisiaj możemy już tylko przeczytać albo usłyszeć od kogoś starszego. o ile tego nie zrobimy teraz, za kilka czy kilkanaście lat część tych historii może być już nie do odzyskania - mówi
naczelnik.Plan zakłada stworzenie publikacji poświęconej historii OSP oraz wystawy. Archiwalne zdjęcia mają zostać uzupełnione o informacje dostępne również w formie cyfrowej. Przy fotografiach pojawią się kody QR, które pozwolą odwiedzającym sięgnąć po dodatkowe materiały.Są także inne elementy tej historycznej układanki. Nie są to tylko i wyłącznie wspomnienia. Także stare sprzęty jak stara ręczna pompa kołowa. Kiedyś ciągnięta przez konie, dziś znajduje się w prywatnych rękach jednego z druhów. o ile uda się ją pozyskać i odrestaurować, może stanąć przy strażnicy. Dla jednych będzie po prostu zabytkowym urządzeniem. Dla strażaków z Busówna - kawałkiem własnej historii.- Chcielibyśmy, żeby ta pompa wróciła do miejsca, z którym będzie można ją kojarzyć. To symbol zupełnie innych czasów. Dzisiaj mamy sprzęt, który pozwala nam działać gwałtownie i skutecznie, ale przecież ktoś kiedyś musiał rozpocząć tę historię właśnie od takiej pompy. Chcemy pokazać mieszkańcom, jak wyglądały początki naszej straży - podkreśla Misiura.W Busównie historia ma więc dwa oblicza. Jedno jest zapisane w starym statucie, na pożółkłych fotografiach i w metalowej pompie, która czeka na swój powrót. Drugie siedzi w garażu, szkoli się podczas zbiórek i czeka na sygnał alarmowy. Jedno patrzy wstecz. Drugie – w kierunku kolejych stu lat.A kiedy zawyje syrena, oba spotkają się w jednym
miejscu.Czytaj także:5 lat Lubelskiego Regionalnego Funduszu Rozwoju. Blisko 700 pożyczek na rozwój lokalnego biznesuGm. Sawin. Kto ukrył tę broń? Kolejne niezwykłe odkrycie w ZawadówceTej nocy w domach zadrżały szyby! Widmo wojny mieszkańcy gminy Dorohusk zobaczyli tuż za progiem