Czujki tlenku węgla włączały się na potęgę w Tychach. Strażacy nie nadążali z liczbą zgłoszeń, przyszło wsparcie z innych miast

7 godzin temu

Czujki tlenku węgla włączały się na potęgę w Tychach. Strażacy z Tychów potrzebowali pomocy druhów z innych miast, bo zdarzeń było tak dużo. W piątek strażacy na terenie Tychów interweniowali 62 razy do zgłoszeń związanych z wykryciem tlenku węgla. Jedna osoba została zabrana do szpitala.

„Działania tyskich strażaków wspierali ratownicy z JRG Bieruń, OSP Bieruń Stary, OSP Bojszowy, OSP Bojszowy Nowe, OSP Świerczyniec oraz OSP Lędziny. Wszystkie zgłoszenia wynikają z zadziałania czujników tlenku węgla zainstalowanych w mieszkaniach. Urządzenia te czuwają nad bezpieczeństwem mieszkańców, ostrzegając o pojawieniu się niebezpiecznego stężenia tego gazu” – poinformowała straż pożarna.

Nie we wszystkich zgłoszeniach potwierdzono pojawienie się tlenku węgla, ponieważ mieszkańcy wietrzyli lokale. Powodem rozchodzenia się tlenku były warunki atmosferyczne.

„Jeżeli mamy do czynienia z niskim ciśnieniem i nagrzewaniem się dachów, dochodzi do tzw. „zadyszki komina”, czyli nie ma ciągu tego komina. Wtedy spaliny z piecyków zamiast wychodzić przez dach, rozchodzą się w każdą możliwą stronę” – przekazał nam Szymon Gniewkowski ze Straży Pożarnej w Tychach.

W trakcie wczorajszych działań jedna osoba została zabrana do szpitala z podejrzeniem zatrucia tlenkiem węgla. Chodzi o interwencję przy ulicy Darwina.

(am)

Idź do oryginalnego materiału