Ogniste domowe zacisze, czyli jak niemal spłonęłam we własnym salonie

monikapawelec.pl 2 dni temu
Ogniste domowe zacisze, czyli jak niemal spłonęłam we własnym salonie

Ogniste domowe zacisze, czyli jak niemal spłonęłam we własnym salonie

A. niechcący niemal podpaliła mi chatę.

Nieświadomie, ale żar tej przyjaźni z pewnością zostanie ze mną na długo. Dostałam piękny prezent urodzinowy, za co oczywiście jestem wdzięczna. Problem w tym, iż żywica, z której wykonano podstawkę pod świecę, zapłonęła dzikim, niczym nieskrępowanym płomieniem. A iż stawiam świeczki blisko głośnika i telewizora – jeszcze chwila, a o moim salonie mówiliby w lokalnych wiadomościach.

Lecz ludzie z mych rodzinnych stron słyną z tego, iż zostają strażakami w najmniej spodziewanych momentach.

Kiedy jako dziecko czytałam lekturę pod tytułem Jak Wojtek został strażakiem, mój tata wspólnie z sąsiadami gasił pożar tak zwanego zsypu. (Założę się, iż teraźniejsze pokolenia nie mają pojęcia, co to jest – wygooglajcie sobie). Notabene, mój tata też ma na imię Wojtek, więc to wspomnienie zachowało się we mnie na zawsze.

Innym razem zapytałam mamę, czy ten kurczak w piekarniku nie przypala się przypadkiem trochę za mocno, skoro w środku żarzy się żywe ognisko. Wyglądało to spektakularnie, ponieważ ówczesny piekarnik trzeba było odpalać zapalarką lub zapałką. Mama zapaliła, ale zapomniała wyciągnąć z wnętrza całe opakowanie zapałek. W efekcie kurczak skwierczał i smażył się jak grzesznicy w piekle.

W tym miejscu pozdrawiam mojego wykładowcę, który bardzo chciał się w tym piekielnym piecu znaleźć, ponieważ – jak twierdził – nie miałby z Matką Teresą absolutnie żadnego wspólnego tematu. Doskonale to rozumiem, choć mam też nadzieję, iż nigdy więcej nie spotkam tego faceta, bo wyjątkowo go nie lubiłam. W przeciwieństwie do moich kolegów, których chętnie rozpijał, opowiadając przy okazji prywatne historie o swojej wazektomii. Środowisko filozofów to osobliwy twór, każdy, kto się z nim zetknął, doskonale o tym wie. Z drugiej strony, to przynajmniej niespożyte źródło wspomnień.

Wygląda więc na to, iż generalnie pochodzę z ognistej rodziny. A. z tym prezentem trafiła w punkt, zwłaszcza iż baran to ognisty znak zodiaku. Chociaż wolę o sobie mówić, iż jestem zwierzęciem wodnym spod znaku ognia. To teoria, która sprawdza się idealnie, jeżeli weźmiemy pod uwagę moją miłość do wody i równocześnie ogromną słabość do ognisk.

Przyznaję jednak bez bicia: nie miałam w planach rozpalania ogniska na własnej komodzie.

Szukasz lektury na wieczór? Sprawdź tę pozycję:

Zobacz książki
Idź do oryginalnego materiału